piątek, 29 lipca 2016

WYDARZENIA (nie tylko) KSIĄŻKOWE: lipiec/sierpień 2016

WYDARZENIA
Trzy rzeczy, które zwróciły moją uwagę


Pisarze nominowani do tegorocznej Nagrody Literackiej GDYNIA (Renata Lis i Weronika Murek), kiermasz książek, spotkania autorskie, atrakcje dla dzieci i starszych. Blisko 60 autorów i 95 wydawców, a oprócz tego Strefa Relaksu i czytanie na plaży. Brak planów na weekend? To już nie problem.

Gdzie i kiedy?
Bulwar Nadmorski Gdynia,
29-31.07.2016, godz. 11:00-19:00


Cosplayerzy wcielający się w Harry'ego, Hermionę i Rona, czytanie fragmentów książek przez Joannę Kudelską, która udzielała dubbingu filmowej Hermionie, dyskusja o fenomenie Pottera, zdjęcie w kostiumach na tle Peronu 9 i ¾, konkursy, gry multimedialne, animacje... Tegoroczne urodziny Harry'ego Pottera połączone ze światową premierą książki Harry Potter i Przeklęte Dziecko celebrowane będą w wielkim stylu.

Gdzie i kiedy?
Empik Arkadia, Warszawa, Al. Jana Pawła 82
31 lipca, godz. 14-18


"W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie i Szczebrzeszyn"... nie tylko z tego słynie! Festiwal Stolica Języka Polskiego to spotkania z pisarzami, dobra muzyka, koncerty, warsztaty i dyskusje. Oprócz tego - wszechobecna poezja Bolesława Leśmiana, który jest patronem tegorocznej edycji. Poeci, prozaicy, ludzie książki - wszyscy spotykają się, by celebrować slow-festiwal. 7 dni, ponad 30 wydarzeń, niemal 50 twórców: Wiesław Myśliwski, Olga Tokarczuk, Szczepan Twardoch, Mariusz Szczygieł, Zbigniew Wodecki, zespół Mitch&Mitch... A to nadal nie wszystko!

Gdzie i kiedy?
Szczebrzeszyn
31.07-7.08.2016
stolicajezykapolskiego.pl
facebook.com/SzczebrzeszynFestiwal 

Warto obejrzeć: https://www.youtube.com/watch?v=SvSSUXuExfk 


KINO
Trzy wybrane przeze mnie
premiery kinowe w sierpniu 2016


Suicide Squad (Polski tytuł to Legion samobójców, co jest... Cóż, nie podoba mi się.)
reż. David Ayer
premiera: 5 sierpnia

Dlaczego ten film? Zła banda vs zło? To po prostu brzmi bardzo... dobrze! Zwiastuny wywołują u mnie niesamowicie pozytywne emocje, obsada aktorska jest... WOW! Do tego TA muzyka, TE efekty, TA reklama. Szykuje się coś smakowitego!


Sausage Party
reż. Conrad Vernon, Greg Tiernan
premiera: 12 sierpnia

Dlaczego ten film? Posłużę się opisem z portalu filmweb.pl: "Kiełbasa wyrusza w podróż, aby dowiedzieć się prawdy o swoim pochodzeniu."... Czy muszę coś dodawać?


Boska Florence (Florence Foster Jenkins)
reż. Stephen Frears
premiera: 19 sierpnia

Dlaczego ten film? Dwa słowa: Meryl Streep. (Poza tym to historia o kobiecie, która postanowiła, że zostanie śpiewaczką operową.... choć nie umie śpiewać.)


KSIĄŻKI
Trzy wybrane przeze mnie
premiery książkowe w sierpniu 2016


Mężczyzna w białych butach
Waldemar Ciszak, Michał Larek
Czwarta Strona

Dlaczego ta książka? Przyznaję, całkowita prywata. Znam Michała Larka i jeśli zabrał się za książkę o morderstwie, człowieku, zbrodni - będzie to rzecz soczysta, smaczna, ociekająca... Czym? Przekonam się, gdy po nią sięgnę. Wiecie, że Waldemar Ciszak to były prokurator? I czy muszę pisać coś więcej, żeby Was zachęcić?


Meryl Streep. Znowu ona! (Her Again, Becoming Meryl Streep)
Michael Schulman
Marginesy

Dlaczego ta książka? Powtórzę dwa magiczne słowa: MERYL i STREEP. Nic więcej, serio. Jaram się. Jak bardzo? Cóż, b a r d z o.

 
Sekretne życie drzew (The Hidden Life of Trees)
Peter Wohlleben
Otwarte

Dlaczego ta książka? Bo to książka o... drzewach. Czy czują? W jaki sposób? Jak się komunikują? Co jeszcze mają... do ukrycia? Ten tytuł jest tak niebanalny, że nie mogłam nie zwrócić na niego uwagi.

A na co Wy czekacie?

czwartek, 28 lipca 2016

#gadam: DLACZEGO CZASEM NIE CHCE MI SIĘ CZYTAĆ?

Wracam do domu po ośmiu godzinach pracy - osiem godzin wpatrywania się w monitor. Trochę boli głowa, trochę nerka, trochę brzuszek, paluszek, te sprawy. A jeszcze obiad trzeba zrobić, zjeść, sprawdzić maila, obejrzeć jutuby, popisać ze znajomymi, zdrzemnąć się może, gary pomyć, o życiu pomyśleć...

No i nie chce się czytać. Książka leży, jasne. Jedna, druga, piąta, dziesiąta. Nowe, stare, błyszczące i nie. Tu fantasy, tam romans, coś dla dzieci, coś dla duszy. Różnorodnie, kolorowo, multikulti - coś polskiego, zagranicznego, coś popularniejszego i mniej. Mam w domu pół księgarni, w mieszkaniu ćwiartkę, a jeszcze czytnik, jeszcze otwarte zasoby online, jeszcze...

Otoczona książkami siedzę i robię słynne, odżywcze NIC. Znamy tego przyjaciela, znamy go doskonale. Nie ma wyrzutów sumienia, choć nie jest mu z sobą całkiem dobrze. Istnieje chyba jedynie dla zrównoważenia tych dni wypełnionych nadmierną aktywnością.

Czasem mi się chce, a czasem nie - przyznaję się do tego szczerze. Skąd takie nagłe wyznanie? Może dla usprawiedliwienia, że niekiedy tłukę w klawiaturę 24/7, a czasem moja aktywność znacząco spada. Może dla uspokojenia własnych wyrzutów sumienia, bo - przyznaję - zdarza mi się naciągać terminy recenzji. Czy mogę? Ha! Nie wiem. Ale z książką jest jak z przyjacielem - czasem dla równowagi trzeba otworzyć piwo i pomilczeć.

Jakiś wniosek? Skąd. Wniosków nie ma, pytanie zostało rzucone tylko po to, żeby wywołać wilka z lasu, dodać dramatyzmu i zmanipulować. No bo, zastanówmy się, czemu czasem nie chce nam się czytać? Czemu niekiedy przeglądam strony, blogi, fora i widzę dramatyczne: "CO ZROBIĆ? NIE MOGĘ PATRZEĆ NA KSIĄŻKI! JAK TO LECZYĆ!"?

Zaintrygowało mnie to. Usiadłam nad recenzją, nad otwartą książką, nad rogrzebanym blogiem, a później otworzyłam GG (tak, ja z tych naiwniaków, którzy uparcie podtrzymują jego istnienie) i przepadłam na długie godziny poza książką, choć nadal w słowach. Czy mam wyrzuty sumienia? Mam i nie mam. Czy mi z tym źle? Ot, tak może trochę.

Dlaczego czasem nie chce nam się czytać i czy należy szukać recepty? Sądzę, że czasem nie chce nam się czytać właśnie po to, żeby później się zachciało. A jako receptę przepisuję sobie głębokie westchnienie, spakowanie książki do torebki "na wszelki wypadek" i trochę chilloutu.

No więc... dlaczego czasem Tobie nie chce się czytać?



piątek, 22 lipca 2016

ZACZNIJ OD DZIŚ, Patel Meera Lee







Tytuł: Zacznij od dziś. Poznaj siebie (Start Where You Are)
Autor: Patel Meera Lee
Data I wyd.: 2015 (PL: 2016)
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 128

Cztery słowa: rozmowa z samym sobą





Nie wierzę w poradniki. Być może to mój problem, ale zawsze miałam trudności z zaufaniem specjalistom, których nie znam - a zazwyczaj autorzy poradników pozostają w jakiejś mętnej, niesprecyzowanej rzeczywistości. Poza tym, bądźmy szczerzy, kto ma dość motywacji, żeby samemu zmieniać siebie na podstawie słów nieznajomych? Zacznij od dziś to tytuł, którzy brzmi niezwykle dumnie. Jego zawartość? Ha! Zachwyca.

Pozycja ta to dziennik, który inspiruje, pomaga odkrywać samego siebie. Patel Meera Lee wykorzystuje literackie, nastrojowe i motywacyjne cytaty oraz proponuje zadania, dzięki którym czytelnik ma poznać własne emocje oraz uczucia. Jak rozwiązać codzienne problemy? Co jest dla mnie najważniejsze? Jakie wartości chcę pielęgnować? Jaki jest mój cel? Czego się boję? Jak mogę pokonać strach? Zacznij od dziś to przewodnik. Jego celem nie jest wskazanie rozwiązań, ale zmotywowanie czytelnika do poświęcenia czasu...samemu sobie.

Przyjechałam do domu, zgarnęłam paczki, zaczęłam je otwierać. I, nagle, z jednej z nich wypadła ta pozycja. Zaczarowała mnie. Nie przesadzam, naprawdę tak było. Faktura papieru, grube kartki, przyjemna okładka... Kiedy otworzyłam, czar zadziałał jeszcze intensywniej - okazało się, że w środku zawarte są przepiękne, ilustrowane cytaty tworzone metodą hand letteringu. To książka z gatunku kreatywnych, przeznaczonych do uzupełniania. Tym razem jednak każde zadanie ma na celu zajrzenie wgłąb siebie - aby zastanowić się nad swoimi celami, stworzyć listę planów, przelać na papier największy strach, żal; w końcu - poradzić sobie z niepowodzeniami. Każde rozwarcie książki to dwie strony - na jednej znajduje się cytat pisany w oryginale po angielsku, z niewielką notatką na dole strony, która zawiera polskie tłumaczenie. Druga strona to zadanie - często polecenie, pytanie i miejsce do samodzielnego stworzenia notatki, czasem tabela, wykreślanka, ilustracja do uzupełnienia. Tu nie rysujemy, tu nie mażemy. Zapisujemy, notujemy, przelewamy na papier rzeczy, o których dotychczas myśleliśmy... Albo które zupełnie ignorowaliśmy.

Nie jestem zaskoczona, ponieważ to oczywiste, że zapisanie pewnych planów, spostrzeżeń, wniosków sprawia, że zaczynamy sobie zdawać z nich sprawę. To, co pozostaje jedynie w myślach, w głowie, jest niesprecyzowane i szybko ucieka. Z ciekawością i zaangażowaniem zaczęłam uzupełniać tę pozycję. Nie na siłę, nie regularnie - ale wracam do niej w wolnej chwili i...myślę. Myślę o sobie, o tym, co chcę z sobą zrobić, co chcę osiągnąć, czego potrzebuję. Zauważyłam kilka rzeczy, które wcześniej mi umykały. Spędzając czas z tą książką - spędzam go z samą sobą. Poświęcam uwagę najważniejszej osobie w moim życiu - sobie. Analizuję myśli, emocje, plany kogoś, od kogo zależy wszystko, co mam... Ta książka to poważne spojrzenie na samego siebie.

Zacznij od dziś przyciąga uwagę. Jest kolorową, ładnie wykonaną pozycją, przyjemnie trzyma się ją w dłoniach. Jej kartkowanie daje dużo satysfakcji, cytaty przykuwają wzrok. Nie pokażę swojej zawartości, bo za dużo zadań już wykonałam, ale polecam, sprawdźcie te zdjęcia. Jeśli macie okazję - weźcie książkę do ręki. Jest lekka, niewielka, a sprawia wiele radości. Zmiany? Zacznijcie już dziś!


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU MUZA
Więcej o książce na stronie muza.com.pl

wtorek, 19 lipca 2016

WIELKA KSIĘGA KACA, András Cserna-Szabó, Benedek Darida






Tytuł: Wielka księga kaca (hu. Nagy macskajajkönyv)
Autor: András Cserna-Szabó i Benedek Darida
Data I wyd.: 2012 (PL: maj 2016)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 352

Jednym słowem: ciekawostka






Mam słabość do zjawiska, jakim jest kac - książkowy, oczywiście. To uczucie między zadowoleniem a żalem, spełnieniem a niemocą... Z kacem poalkoholowym sprawa jest bardziej brutalna i - cóż - fizyczna.

Wielka księga kaca to książka, w której dwóch Węgrów, András Cserna-Szabó i Benedek Darida, postanowili opisać różne przypadki pojawiania się kaca w...historii. Od myślicieli, przez literatów, po polityków - z książki dowiadujemy się, co pili, gdzie, z kim, ile. Ale dowiedzieć można się również o tym, jak radzono sobie z kacem w różnych miejscach świata w zależności od tego, o jakich czasach mowa. Historia walki z kacem opisana jest w sposób humorystyczny, a niektóre z przepisów na leczenie syndromu dnia poprzedniego...mogą zaskoczyć.

Przede wszystkim - nie spodziewałam się czegoś takiego. Chyba zbyt poważnie myślałam o tym temacie, a przecież to logiczne, żeby o alkoholu i kacu mówić z przymrużeniem oka. Odnoszę wrażenie, że wszystko, co umieszczono w tej książce, należy brać z ogromnym dystansem - historie, losy bohaterów, w końcu i same przepisy. Od czego zacząć? Może od ludzi, bo historia kaca jest przecież opowieścią o ludziach. I Wielka księga kaca także - to książka o człowieku, pisana w taki sposób, by nie było wątpliwości, że po drugiej stronie znajdują się autorzy, którzy świetnie się przy jej pisaniu bawili. Mam wrażenie, że potraktowali tę książkę jako możliwość przytoczenia wszystkich anegdot, jakie lubią, z bonusem w postaci możliwości okraszenia ich własnym humorem. W końcu postanowiłam, że otworzę swój umysł, że podejdę do tej pozycji jako do ciekawego katalogu ludzkich przypadków i ludzkich bolączek. To był strzał w dziesiątkę.

Nie wyobrażam sobie teraz, by mówić o kacu na poważnie. To temat niełatwy, ale dotyka wielu - robotników, nauczycieli, filozofów, wynalazców, naukowców, ludzi, którzy pojawiają się na pierwszych stronach okładek. Z drugiej strony - kac to tajemnica i sekretem jest, jak się go pozbyć. Nic dziwnego, że Wielka księga kaca to przegląd przez często nieszablonowe sposoby radzenia sobie z bólem, mdłościami i zatruciem alkoholowym. Niekiedy to recepty, w które łatwo uwierzyć, kiedy indziej - szybko przerzucałam stronę, nie mogąc znieść spisu wszystkich okropieństw, które ponoć należy spożyć, żeby pozbyć się kaca. Receptury znane i nieznane, pochodzące z książek, z opowieści, w końcu gdzieś zasłyszane, podsłuchane, wyrwane - autorzy Wielkiej księgi kaca czerpią zewsząd. Ich celem nie jest znalezienie przepisu idealnego. Ich celem nie jest odpowiedź na to, jak radzić sobie z upojeniem. Szukają dziwactw, które zrodziły się przez ból, przez cierpienie tych milionów, które musiały sobie radzić z kacem. Szukają też ludzi, którzy zapisali się w historii gafą, ciekawym zdaniem; szukają plotek, miejskich legend.

Powstał kalejdoskop. Wielobarwny opis, w którym trudno spamiętać nazwiska i daty, trudno uwierzyć w znaczną część przekazywanych informacji. Anegdot jest wiele i przyznaję, że niekiedy ich czytanie mnie nużyło. Nie zawsze nadążałam za tym, o kim teraz mowa, nie zawsze potrafiłam wejść w klimat. Nie jestem dobra w czytaniu anegdot, krótkich historyjek. Podchodziłam do tej książki z doskoku, ale nie widzę w tym nic złego - taki jej charakter. Jestem przekonana, że to książka, którą warto przejrzeć. Może na początek przekartkować w księgarni, żeby przekonać się, jak pięknie jest zbudowana - treść podzielono na logiczne rozdziały, każdy kończy się ciekawie wkomponowanym w tekst przepisem. Wszystko uzupełniają ryciny, zdjęcia, wklejki. Dodajmy do tego jeszcze niestandardowy format i przyjemną fakturę papieru - otrzymamy książkę, którą bardzo miło trzyma się w dłoniach. Gdy już mamy za sobą pierwsze kartkowanie - przeczytajmy fragment przepisu. Szczęśliwcy trafią na rzeczy tak obrzydliwe, że kac przechodzić powinien samoistnie.

Jeśli miałabym określić, dla kogo jest to książka, powiem, że Wielka księga kaca to pozycja dla poszukiwaczy ciekawostek, dla osób, którzy rozkochali się w czytaniu anegdot. To także ciekawa propozycja na prezent - niebanalny wygląd i równie przewrotna zawartość bawią, przyciągają. Nie zapałałam do tej książki żarliwym uczuciem, ale... Wielka księga kaca ma wielki urok.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU CZARNA OWCA
Więcej o książce na stronie czarnaowca.pl

piątek, 15 lipca 2016

Nie samą książką człowiek żyje. Filmy: FANTASTYCZNA CZWÓRKA


Fantastic Four (2015)
reż. Josh Trank
gatunek: akcja, sci-fi

Kolejna adaptacja komiksów Marvela opowiada o czworgu młodych ludzi, których ciała dzięki teleportacji do innego wymiaru, uległy dziwnym przemianom. Ich życie się mocno zmienia, muszą się nauczyć panować nad swoimi umiejętnościami, aby ocalić ludzkość przed dawnym przyjacielem. (źródło: Wikipedia)

Kiedy obejrzałam ten film? Styczeń? Luty? Minęło pół roku, a ja odkopałam w szkicach plan tych kilku własnych doświadczeń i postanowiłam, że czas podzielić się nimi ze światem. Wiadomo - film niezbyt ambitny; ci bohaterowie mniej mnie jarają niż ekipa tworząca grupę Avengers. A jednak miło raz na jakiś czas obejrzeć przyjemny film sci-fi, który opowiada o bohaterach. Wróć! O superbohaterach! Szkoda, że ten film nie był przyjemny.

Jak mówi moja osobista specjalistka do spraw Marvela - tym razem czas na wejście w psychologię bohaterów. Jako największa fanka wielkich efektów specjalnych, wielkich rozwałek, wielkich dramatów, wielkich końców świata i wielkich scen walki - trochę przy tym filmie kręcę nosem. Przyzwyczaiłam się już do tego, że filmy z superbohaterami to głównie walka, praca zespołowa i pokonywanie ciemnej strony mocy. Fantastyczna czwórka to nie Avengers, gdzie już w pierwszych minutach filmu wybuchów jest dość, by zburzyć średniej wielkości miasto. Fantastyczna czwórka to nie Thor, gdzie wielki młot towarzyszy nie tak wielkiemu rozumkowi. Tym razem rzeczywiście chciano pokazać coś więcej, chociaż nie jestem przekonana, czy wynik był zgodny z zamiarami. Dla mnie psychologia była zbyt płytka, żeby rzeczywiście wejść w dramatyzm bohaterów i wreszcie poza super mocami pochodzącymi nie z tego świata dostrzec uczucia, problemy wynikające z tak gwałtownej zmiany. Jednocześnie akcja była nie dość śmiała, żeby zakończyć ten film z szerokim uśmiechem dziecięcego zachwytu na ustach. Być może coś w tym jest i rzeczywiście nadszedł czas na wchodzenie w psychologię komiksowych bohaterów, na pokazanie czegoś więcej niż efektów specjalnych. Bo przecież widzieliśmy już fantastyczne walki, pościgi, wybuchy i przemiany.

Historia znana czy też nie - opowiada o genezie fantastycznej ekipy, o tym, jak grupa zwykłych ludzi (cóż, odrobinę genialnych) otrzymała niezwykłe moce. Nie całkiem przekonuje mnie dobór aktorów - przyzwyczaiłam się do wizji starszych bohaterów z filmu z 2007 roku (reż. Tim Story), ale jestem w stanie otworzyć się na tę opcję. Nie jest źle, bo niektórych aktorów znałam wcześniej. Miles Teller kojarzył mi się z postacią dupka, więc mile zaskoczyło mnie zrobienie z niego bohatera. Kate Mara nigdy nie była moją ulubienicą, ale może w końcu zacznę się do niej przekonywać. Do zestawu - Reg E. Cathey znany z House of Cards. Oczywiście każdy z bohaterów Fantastycznej czwórki jest bohaterem typowym. Geniusze, którzy mówią skomplikowanym językiem (miał chyba rozbawić?), kobieta, która powinna być silna, wizjonerzy, którzy powinni przerażać... Przewidywalne to - stanowczo za mało na psychologię postaci.

I wszystko byłoby dobrze, i wszystko bym wybaczyła. Na dobrą sprawę to całkiem niezła opowiastka o młodej grupie całkiem mądrych ludzi, którzy musieli najpierw przeżyć trudną sytuację, by w końcu sobie z nią poradzić. Ujmę to tak: jest klasycznie. Chociaż w fabule nie ma niczego, co wbiłoby w fotel, da się to obejrzeć. Uśmiechnąć, westchnąć z zadowoleniem, może nawet wyguglować obsadę. Młodzi, ale zdolni. I wszystko byłoby dobrze, i bardzo przyjemnie odebrałabym ten film, może nawet poleciłabym go dalej. Niestety to film jednej postaci kobiecej. Jednej. Przeciętnie wykreowanej. Jasne, film nie należy do gigantów, ale przeciętność jedynej kobiety w pierwszym rzędzie jest zbyt widoczna. Może dlatego, że w drugim rzędzie nie siedzi żadna przedstawicielka płci pięknej? W trzecim też nie, może gdzieś w czwartym, w piątym... Jasne, istnieje wiele filmów, w których głównej bohaterki kobiecej nie ma. Nie przypominam sobie jednak, żebym była tą sytuacją tak bardzo zawiedziona jak w tym przypadku.

Uderzyło to we mnie. Nie od dziś wiadomo, że aby znaleźć film, w którym dwie kobiety rozmawiają z sobą, na dodatek nie o związkach damsko-męskich, jest trudno. Tym razem moja frustracja rosła. Buzowała. Moja frustracja osiągała poziom wręcz niesamowity. Czuję się tak, jakby ktoś ograbił mnie z możliwości spotkania z naprawdę interesującą kobiecą bohaterką, która mogłaby być badassem.

Jest więc letnio, bardzo. Fantastyczna czwórka nie jest fantastyczna. Jest czwórką. I na tym skończę, bo cztery na dziesięć dobrze opisuje ten film.

poniedziałek, 11 lipca 2016

EUFORIA, Lily King






Tytuł: Euforia (Euphoria)
Autor: Lily King
Data wyd.: 2014 (PL: kwiecień 2016)
Wydawnictwo: Rebis
Ilość stron: 320

Jednym słowem: zniewolenie






Zawsze ciekawiło mnie odkrywanie czarnych plam na mapie - filmy i książki, które mówiły o poznawaniu tego, co niepoznane, budziły we mnie dreszcz. Jest tak do dziś. Dwie rzeczy najmocniej rozbudzają moją wyobraźnię: światy fantastyczne i przenoszenie się w te czasy ubiegłych wieków, gdy człowiek dopiero odkrywał Ziemię.

Nowa Gwinea, lata 30. XX wieku. Margaret Mead, jej mąż oraz Bankson to troje antropologów, których losy krzyżują się w czasie prowadzonych przez nich badań nad rdzennymi mieszkańcami tych terenów. Lily King wykorzystała faktyczne sylwetki badaczy, stworzyła jednak swoją własną, fikcjonalną historię. Opisuje egzotyczny świat, który analizują antropolodzy; portretuje ich sposoby badania Innego, światopogląd, relacje. Wślizguje się w związek Margaret i jej męża, śledzi fascynację Banksona antropolożką; opisuje sukces Mead i zderzenie jej metod badawczych ze sposobem widzenia swojej pracy i świata przez mężczyzn. Tworzy, w końcu, opowieść o uczuciach, namiętnościach, pasji.

Po zamknięciu tej książki nie mogłam dojść do siebie. Było grubo po północy, leżałam w łóżku, wpatrzona w ścianę. Książka ciążyła mi na piersi, musiałam odłożyć ją na podłogę. Nie mogłam zasnąć; nie wiem, czy chciałam. Zabierałam się do tej powieści z niemałymi oczekiwaniami, ale jej zawartość poraziła mnie w sposób, który przewyższył moje nadzieje, pochłonęła, na końcu porzuciła z ogromnym...kacem. Nie potrafię znaleźć innego słowa, które tak dobrze oddawałoby to, jaki wpływ miała na mnie ta lektura. Nie jestem pewna, czy wpiszę ją na listę tych, o których nigdy nie będę potrafiła zapomnieć - ale pewnych jej fragmentów na pewno nie wyrzucę z pamięci.

Autorka sama zaznacza, że prawdziwie istniejące niegdyś sylwetki badaczy traktuje jako punkt wyjścia dla fikcyjnej fabuły powieści. Z ciekawości przyjrzałam się pierwowzorom postaci Margaret, Fena i Banksona. Ich praca była całkowicie nowatorska, tworzyli metody badawcze antropologii - i te różnice w pojmowaniu przedmiotu i celu antropologii, a także sposobów opisu i analizy danych widać także na kartach powieści. Tu najsilniej zderza się fikcja z prawdą pozaliteracką. A później? Później jest wejście w psychologię bohaterów, bo podmiot badania staje się jego przedmiotem - obserwujemy badaczy, których zadaniem jest obserwacja.

A obserwujemy ich w sposób mistrzowski. Przede wszystkim - Lily King opanowała zwięzłość. I rozumiem tu ją jako kategorię takiego pisania, by skupić się na dominującym wątku i wszystkie poboczne zaledwie zarysowywać, ale zrobić to odpowiednio ostro - służą one temu, by mocniej uwypuklać dominantę. W tym przypadku chodzi o trójkąt miłosny, choć nie całkiem pasuje mi to pojęcie. Nie ma w tej relacji nic z mdłego, taniego pojmowania uczuć czy napięcia seksualnego. Jest za to intensywność - dialogów, gestów, nawet niedopowiedzeń. Książka pęcznieje od rysunku bohaterów i ich relacji. Nie ma niepotrzebnych elementów, scen - każda ma znaczenie. Tworzą skrupulatny, ale niejednoznaczny opis tego, w jaki sposób każdy z bohaterów widzi antropologię, ale też jakie ma podejście do życia, roli kobiety i mężczyzny, istoty związku. To zderzenie trzech różnych światopoglądów. Ocierają się o siebie, im dalej, tym boleśniej i trwalej odciskając na sobie piętno. Po jakimś czasie oczywiste się staje, że bohaterowie są na siebie skazani. Nie tylko dlatego, że znajdują się w miejscu, gdzie nie ma innego białego człowieka, ale też dlatego, że ich związek stał się zbyt ścisły, by móc o sobie zapomnieć. W pewnym sensie dzika aura kreśli na nich ślad - ale oni zostawiają też ślad swoją obecnością.

A jednocześnie Euforia to książka intymna. Wejście w nią to przekroczenie linii, za którą rozciąga się dżungla - ale nie tylko ciężkie powietrze, ale też coraz cięższe kontakty między bohaterami. Wszystko pęcznieje. Badacze coraz śmielej obserwują nie tylko rdzennych mieszkańców tych terenów, ale też siebie; ich wnioski w każdej kwestii są różne. Euforia to książka o spotkaniu Innego - nie w "dzikim", ale w sobie. Spotkanie trojga antropologów skutkuje czymś niezwykłym i tragicznym. Pozwala na to, by przyjrzeć się im, wejść w ich psychikę.

Pamiętam, że Jądro ciemności Conrada odsłoniło przede mną najbardziej mroczną, wstydliwą i dziką część ludzkiej natury. Tym razem znów odniosłam wrażenie, że coś się przede mną odsłania - jakaś niesprawiedliwość losów, jakieś splątanie całkiem sprzecznych ścieżek. Euforię trzeba przeczytać. Trzeba. Trzeba koniecznie!

http://matras.pl

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI KSIĘGARNI MATRAS
Więcej o książce na stronie matras.pl

piątek, 8 lipca 2016

ROK TEMU W LIPCU...

...czyli niezwykle wybiórcze i niemal całkowicie pozbawione komentarza zestawienie okładek, które ukazały się w lipcu 2015. Jakie premiery książek miały miejsce rok temu?




 


 


 
   

Park Jurajski i Tajemnica domu Helclów to dwie premiery sprzed roku, które absolutnie mnie oczarowały! Oczywiście książka Crichtona po raz pierwszy ukazała się wiele lat wcześniej - a jednak nowe wydanie jest bardzo przyjemne i cieszę się, że dzięki premierze filmu wiele osób odświeżyło sobie powieściowe pierwowzory. I, znów, kilka książek nadal czeka w kolejce - Notebook, Cesarzowa wdowa Cixi i Fangirl... 

Które pozycje czytaliście? Które polecacie? A może przeoczyłam jakąś ważną premierę z lipca 2015?

środa, 6 lipca 2016

TYTANY, Victoria Scott






Tytuł: Tytany (Titans)
Autor: Victoria Scott
Data I wyd.: 2016 (PL: czerwiec 2016)
Wydawnictwo: IUVI
Ilość stron: 320

Trzy słowa: to już było







Victorię Scott znam z książek Ogień i woda oraz Kamień i sól - tomów opowiadających o nastolatce, która bierze udział w trudnym i niebezpiecznym wyścigu, by pomóc swojemu choremu bratu. To, rzecz jasna, powieści dla młodzieży, ale bardzo przyjemnie mi się je czytało. Jak było z Tytanami, nową powieścią Scott?

Detroit. Tu poznajemy nastoletnią Astrid. Jej życie nie jest łatwe - mieszka w biednej okolicy, jej rodzina ledwo wiąże koniec z końcem. Ucieczki szuka w wyścigach tytanów - pół koni, pół maszyn. Mordercze zawody to krew i wielkie pieniądze. Astrid fascynują nie tylko silne emocje i możliwość szybkiego wzbogacenia się, ale też same tytany. Wielu na zakładach bukmacherskich straciło dorobek życia - jednak inni wciąż dzięki nim zarabiają. Kiedy Astrid ma szansę wystartować na jednym z półmechanicznych stworzeń - nie zastanawia się nad tym. Postanawia zaryzykować, by zapewnić sobie i swojej rodzinie lepszą przyszłość.

Jak więc było? Cóż, było tak, jakbym już kiedyś to czytała. Nie! Nawet gorzej! Kiedyś rzeczywiście czytałam już coś takiego - na dodatek tej samej autorki. Nie chciałam tego pisać, ale nie potrafię odbierać inaczej tej książki. Zapowiadany tytuł mnie zaintrygował i choć wiedziałam, że otrzymam powieść młodzieżową, niezbyt ambitną, tak rzucające się w oczy odgrzewanie fabuły oraz typów bohaterów mnie rozczarowało. Zerknijcie na sam wstęp tego wpisu! Przecież opis tych książek brzmi niemal tak samo! Tytany to książka, które mnie nie ruszyła, wręcz przeciwnie - znudziła. Mam wrażenie, że to remake Ognia i wody. Na dodatek z powtórką Igrzysk śmierci.

Może moja opinia wyda się komuś bardzo negatywną, ale problem w tym, że wcale nie mam przeraźliwie nieprzyjemnych wrażeń po przeczytaniu tej książki. Byłam nią rozczarowana, to fakt. Nie pałam jednak chęcią zemsty. Model powieści - nastolatka, która musi ratować rodzinę, ponieważ dorośli nie dają sobie rady - był wykorzystany tyle razy, że nie można mu już nic zarzucić. Jest przezroczysty. Wykorzystany w powieści sam, bez interesującego konceptu, to za mało, żeby zbudować napięcie, zaintrygować, żeby zmusić czytelnika do tego, by chciał zarwać dla książki noc. Wcześniej poznane przeze mnie pozycje tej autorki były lekkimi powieściami dla młodzieży, ale jednak czytało się je bardzo przyjemnie. Dały chwilkę wytchnienia. Choć nie stały się ważną częścią mojego książkowego życia, miło spędziłam przy nich czas. Jednak tym razem wciąż porównywałam tę powieść do innych - a tak być nie powinno. Już po kilkudziesięciu stronach czułam gorycz.

Sam pomysł na stworzenia rozbudził moją ciekawość - połączenie koni i maszyn brzmi obiecująco. Kiedy jednak okazało się, że relacja między bohaterką a tytanem będzie istotna... Przecież dokładnie tak wyglądały powieści Scott o Piekielnym Wyścigu! Może więc bohaterka, Astrid, wprowadzi do akcji jakąś wartość dzięki swojej charakterystyce lub przemyśleniom? Cóż - nie. Niestety, ale to bardzo nijaka bohaterka. Szybko się do niej zniechęciłam i nie chciałam śledzić jej dalszych losów. Jest, oczywiście, bardzo dojrzała, niezwykle inteligentna, a przy tym skromna - wszystko to toporne. Podejrzewam, że książka może się podobać młodszej młodzieży, ponieważ wykorzystuje wszystkie typowe cechy dystopii oraz książek young adult, jednak dla mnie rozwiązania zaproponowane w tej pozycji były mdłe. Dużo przypadków, szybko podjęte decyzje, niesatysfakcjonujące dialogi oraz częste używanie bardzo oczywistych elementów w celu zmiany tempa akcji. To już było. To nie jest źle napisane, w końcu Victoria Scott ma lekkie pióro i tworzy bardzo zrozumiałe teksty, ale "nieźle napisane" w tym przypadku cedzę przez zęby i przelewam na tekst nieco niechętnie. Kojarzycie Igrzyska śmierci? Tak, ja też. I najwidoczniej Victoria Scott również - tak mocno, że postanowiła stworzyć ich własną wersję. Jest mi przykro, sama nie wiem, co sądzić o tej książce. Wiem, że tej autorce już podziękuję.

A może po prostu jestem za stara? Tak, to też możliwe. Może wyrosłam już z powieści young adult - a może to literatura z nich wyrosła? Oczekuję czegoś nowego, świeżego, porywającego. Jeśli nie tak szokującego jak Igrzyska śmierci, to chociaż relaksującego. Jakiej niezłej książeczki na dwa wieczory. Tytany to dla mnie niemrawe czytadło.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU IUVI
Więcej o książce na stronie iuvi.pl

poniedziałek, 4 lipca 2016

Podsumowanie czerwca

Czerwiec - koniec studiów, pełne skupienie na pracy, planowanie kolejnych miesięcy. Wydarzyło się dużo rzeczy, mam mnóstwo motywacji na kolejne tygodnie i...całą stertę książek do czytania! Czas nadrabiać zaległości, które spiętrzyły się przez egzaminy. Od dawna planowałam, że lato postaram się spędzić z Sherlockiem Holmesem - i niedługo zabieram się za pierwszy tom! A jaką przygodę Wy planujecie na wakacje?


WYCZYTUJĘ DOMOWE ZAPASY KSIĄŻEK


1. Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej, Michał Rusinek
2. Opowiadania petersburskie, Mikołaj Gogol

10. Tytany, Victoria Scott - RECENZJA NIEBAWEM

NA BLOGU POJAWIŁY SIĘ TAKŻE...


Rok temu w czerwcu
> #blogerzy: Jaka książka Cię zmęczyła?
> Wydarzenia (nie tylko) książkowe
> Krój, gotuj, wow. 50 kulinarnych przygód krok po kroku

WAŻNE W CZERWCU,czyli ODDAM KSIĄŻKĘ po raz 4!


Na blogu i facebooku po raz kolejny organizowałam rozdanie książek. Tym razem do zgarnięcia były dwie smakowite pozycje: Big Red Tequila i Łowczyni. Mieliście napisać mi, jakąś książkę właśnie czytacie i...odpowiedzi były wspaniałe! Tyle czytających osób! Tyle czytanych książek! Tyle poleceń! 
Jakie książki czytaliście? Spójrzcie na kilka okładek:




 

Dziękuję wszystkim za udział. Jesteście niesamowici! A kto wygrał książki?




PLANY NA LIPIEC


W kolejnym miesiącu chciałabym (NARESZCIE) wyczytać z własnych zapasów:
> Analfabetka, która potrafiła liczyć, Jonas Jonasson
> Kieszonkowy atlas kobiet, Sylwia Chutnik
> SHERLOCK HOLMES!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...