piątek, 1 lipca 2016

JAPOŃSKI KOCHANEK, Isabel Allende






Tytuł: Japoński kochanek (El amante japones)
Autor: Isabel Allende
Data I wyd.: 2015 (PL: maj 2016)
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 320

Dwa słowa: czar! czar!







Książka na wakacje? Chyba nigdy nie miałam swojego typu, a jednak wielu uważa, że najlepszą lekturą na wolne dni jest coś lekkiego, coś o miłości, coś przyjemnego. Chyba właśnie z taką myślą decydowałam się na przeczytanie Japońskiego kochanka. I, owszem, było lekko, było przyjemnie, było o miłości - ale było też przejmująco i uzależniającego. Zostałam oczarowana.

San Francisco. Tutaj, w domu seniora, spotykają się dwie kobiety: Irina Bazili i Alma Belasco. Pierwsza jest pracownicą, która w kontakcie ze staruszkami szuka ucieczki przed przykrymi wspomnieniami z dzieciństwa. Druga - to bogata dama z szanowanej rodziny, która z dnia na dzień porzuciła wygodne, dostatnie życie, by wycofać się z oficjalnego życia. Irina zostaje prywatną asystentką Almy i razem z jej ukochanym wnukiem rozpoczyna podróż w przeszłość - do czasów młodości kobiety. Materiałem są zdjęcia i listy, które Alma wymienia z nieznanym Japończykiem, swoim kochankiem. Czytelnik przenosi się w świat wspomnień Almy, do początków XX wieku. Tak zaczyna się proces rekonstruowania historii wielkiej miłości.

Piszę ten tekst po długim czasie od przeczytania powieści. Powoli odszukuję w sobie słowa, którymi chciałabym opisać wszystko, co czułam w trakcie jej lektury. Najsilniejsze jest wspomnienie tego, jak bardzo chciałam poznać historię Almy Belasco, jak mocno weszłam w tekst. Nie potrafiłam oderwać się od tej książki, a gdy musiałam to zrobić - cierpiałam. Musiałam poznać ją do końca, musiałam przeczytać każdą stronę. Zakochani w książkach na pewno mnie zrozumieją. Czasem jedyne, czego chcemy, jedyne, o czym myślimy - to żeby zatrzymać świat i po prostu...czytać.

To ciepła historia. A jednocześnie - wzruszająca i odrobinę gorzka, gdy okazuje się, że życie nie pisze baśniowych, oblanych lukrem historii o miłości. Wręcz przeciwnie, losy tych bohaterów są bardzo uprawdopodobnione, co oznacza, że - dokładnie tak, jak w rzeczywistości - nie zawsze wszystko układało się, jak powinno. Historia Almy i jej tajemniczego japońskiego kochanka to bardzo smutna opowieść o zderzeniu kulturowym, o ukrywanych emocjach i strachu przed zmianą. A jednocześnie to dająca nadzieję podróż w przeszłość, która udowadnia, że życie każdego człowieka może być niezwykłą narracją. Myślałam w czasie tej lektury o wielu rzeczach - rodzinie, przyjaźni, starości, ale też prawdziwej namiętności. Myślałam o tym, na ile człowiek może żyć tak, jak chce, a na ile wszyscy jesteśmy zmuszeni do podporządkowania się całkiem niezależnym prawom. Gdyby Alma i tytułowy Japończyk żyli w innych czasach - wszystko byłoby tak różne! Czas ma w tej historii ogromne znaczenie, a obserwowanie losów bohaterów z dwóch perspektyw - przeszłości i teraźniejszości - sprawia, że czytelnik łatwo wybacza Almie pochopnie podjęte decyzje, kłamstwa. Japoński kochanek to książka o rodzinie, ale też o różnych rodzajach przyjaźni - niektóre są bolesne, inne rodzą się niespodziewanie i wytrzymują upływ czasu.

Ale Japoński kochanek to także historia o rodzinnych sekretach - nie wyssanych z palca, mrożących krew w żyłach, nie tajemnicach rodem z thrillerów. To historia o sekretach autentycznych, bardzo ludzkich. To także historia o tym, że czasem należy pogodzić się z losem. Tę wiedzę zdobywa Irina Bazili, a czytelnik - razem z nią. To urzekające. Gdy próbuję wskazać, dlaczego - nie wiem. Może to dzięki perspektywie, dzięki temu, że po jednej stronie widzimy Almę w domu seniora i jej wnuka, który ma własną wizję babci, a po drugiej - Almę kilkuletnią, nastoletnią, Almę wchodzącą w dorosłe życie. Śledzimy wspomnienia, teraźniejszość, listy. I nie jest to narracja rozproszona, która chce uchwycić wiele wątków, koniecznie stworzyć jak najbardziej szczegółowy obraz. Japoński kochanek dotyka najbardziej przełomowych wydarzeń, tych, które mają największy wpływ na historię ludzkiego życia.

Finalnie - dostajemy wzruszającą, ciepłą, smutną opowieść, która uzależnia. Czuję się tak, jakbym była pod wpływem czaru, zaklęcia. Czuję się tak, jakby ta historia nigdy nie miała już ze mnie wyjść. Zakończenie? Nie śmiałam spodziewać się czegoś takiego, ale... Cóż, życie płynie swoim prądem. To jedna z najpiękniejszych książek o miłości, przyjaźni i starości, jaką miałam okazję poznać.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU MUZA
Więcej o książce na stronie muza.com.pl

3 komentarze:

  1. Piękna opinia, Znam to uczucie gdy od książki nie można się oderwać, chłonie się ją całą swoja osoba i trochę mi tego ostatnio brakuje. Chętnie przeczytam "Japońskiego kochanka" bo takie powroty do przeszłości lubię. A jeżeli Ty tez to polecam Ci film "Zaginiona Walentynka", bo chociaż wydaje się słodki i mdły, to ja zryczałam się na nim jak ten przysłowiowy bóbr.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno nie czytałam nic Allende. Za jakiś czas chętnie wrócę do jej twórczości i wtedy na pewno przeczytam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Biorę wszystko w ciemno z Japonią w nazwie ;))

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...