piątek, 15 lipca 2016

Nie samą książką człowiek żyje. Filmy: FANTASTYCZNA CZWÓRKA


Fantastic Four (2015)
reż. Josh Trank
gatunek: akcja, sci-fi

Kolejna adaptacja komiksów Marvela opowiada o czworgu młodych ludzi, których ciała dzięki teleportacji do innego wymiaru, uległy dziwnym przemianom. Ich życie się mocno zmienia, muszą się nauczyć panować nad swoimi umiejętnościami, aby ocalić ludzkość przed dawnym przyjacielem. (źródło: Wikipedia)

Kiedy obejrzałam ten film? Styczeń? Luty? Minęło pół roku, a ja odkopałam w szkicach plan tych kilku własnych doświadczeń i postanowiłam, że czas podzielić się nimi ze światem. Wiadomo - film niezbyt ambitny; ci bohaterowie mniej mnie jarają niż ekipa tworząca grupę Avengers. A jednak miło raz na jakiś czas obejrzeć przyjemny film sci-fi, który opowiada o bohaterach. Wróć! O superbohaterach! Szkoda, że ten film nie był przyjemny.

Jak mówi moja osobista specjalistka do spraw Marvela - tym razem czas na wejście w psychologię bohaterów. Jako największa fanka wielkich efektów specjalnych, wielkich rozwałek, wielkich dramatów, wielkich końców świata i wielkich scen walki - trochę przy tym filmie kręcę nosem. Przyzwyczaiłam się już do tego, że filmy z superbohaterami to głównie walka, praca zespołowa i pokonywanie ciemnej strony mocy. Fantastyczna czwórka to nie Avengers, gdzie już w pierwszych minutach filmu wybuchów jest dość, by zburzyć średniej wielkości miasto. Fantastyczna czwórka to nie Thor, gdzie wielki młot towarzyszy nie tak wielkiemu rozumkowi. Tym razem rzeczywiście chciano pokazać coś więcej, chociaż nie jestem przekonana, czy wynik był zgodny z zamiarami. Dla mnie psychologia była zbyt płytka, żeby rzeczywiście wejść w dramatyzm bohaterów i wreszcie poza super mocami pochodzącymi nie z tego świata dostrzec uczucia, problemy wynikające z tak gwałtownej zmiany. Jednocześnie akcja była nie dość śmiała, żeby zakończyć ten film z szerokim uśmiechem dziecięcego zachwytu na ustach. Być może coś w tym jest i rzeczywiście nadszedł czas na wchodzenie w psychologię komiksowych bohaterów, na pokazanie czegoś więcej niż efektów specjalnych. Bo przecież widzieliśmy już fantastyczne walki, pościgi, wybuchy i przemiany.

Historia znana czy też nie - opowiada o genezie fantastycznej ekipy, o tym, jak grupa zwykłych ludzi (cóż, odrobinę genialnych) otrzymała niezwykłe moce. Nie całkiem przekonuje mnie dobór aktorów - przyzwyczaiłam się do wizji starszych bohaterów z filmu z 2007 roku (reż. Tim Story), ale jestem w stanie otworzyć się na tę opcję. Nie jest źle, bo niektórych aktorów znałam wcześniej. Miles Teller kojarzył mi się z postacią dupka, więc mile zaskoczyło mnie zrobienie z niego bohatera. Kate Mara nigdy nie była moją ulubienicą, ale może w końcu zacznę się do niej przekonywać. Do zestawu - Reg E. Cathey znany z House of Cards. Oczywiście każdy z bohaterów Fantastycznej czwórki jest bohaterem typowym. Geniusze, którzy mówią skomplikowanym językiem (miał chyba rozbawić?), kobieta, która powinna być silna, wizjonerzy, którzy powinni przerażać... Przewidywalne to - stanowczo za mało na psychologię postaci.

I wszystko byłoby dobrze, i wszystko bym wybaczyła. Na dobrą sprawę to całkiem niezła opowiastka o młodej grupie całkiem mądrych ludzi, którzy musieli najpierw przeżyć trudną sytuację, by w końcu sobie z nią poradzić. Ujmę to tak: jest klasycznie. Chociaż w fabule nie ma niczego, co wbiłoby w fotel, da się to obejrzeć. Uśmiechnąć, westchnąć z zadowoleniem, może nawet wyguglować obsadę. Młodzi, ale zdolni. I wszystko byłoby dobrze, i bardzo przyjemnie odebrałabym ten film, może nawet poleciłabym go dalej. Niestety to film jednej postaci kobiecej. Jednej. Przeciętnie wykreowanej. Jasne, film nie należy do gigantów, ale przeciętność jedynej kobiety w pierwszym rzędzie jest zbyt widoczna. Może dlatego, że w drugim rzędzie nie siedzi żadna przedstawicielka płci pięknej? W trzecim też nie, może gdzieś w czwartym, w piątym... Jasne, istnieje wiele filmów, w których głównej bohaterki kobiecej nie ma. Nie przypominam sobie jednak, żebym była tą sytuacją tak bardzo zawiedziona jak w tym przypadku.

Uderzyło to we mnie. Nie od dziś wiadomo, że aby znaleźć film, w którym dwie kobiety rozmawiają z sobą, na dodatek nie o związkach damsko-męskich, jest trudno. Tym razem moja frustracja rosła. Buzowała. Moja frustracja osiągała poziom wręcz niesamowity. Czuję się tak, jakby ktoś ograbił mnie z możliwości spotkania z naprawdę interesującą kobiecą bohaterką, która mogłaby być badassem.

Jest więc letnio, bardzo. Fantastyczna czwórka nie jest fantastyczna. Jest czwórką. I na tym skończę, bo cztery na dziesięć dobrze opisuje ten film.

5 komentarzy:

  1. Jeden z gorszych filmów jakie ostatnio miałam okazję czytać...

    OdpowiedzUsuń
  2. W komiksach Fantastyczna Czwórka to jeden z filarów świata Marvela, ale w kinie nie dają rady. Film zapowiadał się ciekawie, ale akcja rozkręcała się tak długo, że zamknięcie konfliktu w ostatnich 20 minutach było bezsensowne. Muszę jednak przyznać, że ta ekranizacja była lepsza niż poprzednia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się waham. Naprawdę nie jestem pewna, która podobała mi się bardziej.

      Usuń
  3. Oglądałam starszą wersję "Fantastycznej czwórki" i chociaż do hitów nie należy bardzo ją lubię. Chyba pora zapoznać się z następna wersją, pomimo że nnie zbiera on pozytywnych opinii.

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż, sama historia "Fantastycznej czwórki" jest ciekawa, widzę jednak że cierpi na jakiegoś pecha. Starsza wersja ze sztywną Jessicą Albą też nie dała rady. Tę, którą opisujesz mam zamiar w najbliższym czasie obejrzeć, bo emituje ją Canal+ ;) Ale nastawię się na przeciętniaka.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...