wtorek, 23 sierpnia 2016

PŁYŃ Z TONĄCYMI, Lars Mytting






Tytuł: Płyń z tonącymi (Svøm med dem som drukner)
Autor: Lars Mytting
Data I wyd.: 2014 (PL: czerwiec 2016)
Wydawnictwo: Smak Słowa
Ilość stron: 540

Trzy słowa: bardzo długa opowieść





Potrafię się spieszyć z czytaniem, ale nie zawsze to robię. Mogę przeglądać intensywnie lektury w czasie najgorętszego studenckiego sezonu, mogę zarwać całą noc dla naprawdę wciągającej powieści. Ale niekiedy muszę czytać wolno, bo... No właśnie - dlaczego?

Sielska Norwegia w postaci pól i pastwisk, romantyczne piękno, dzika przyroda, wymagające warunki i ludzie - często niezwykle zamknięci, skrywający swoje tajemnice. Rodzice Edvarda zginęli w tajemniczych okolicznościach we Francji, gdy był dzieckiem. Teraz, będąc dorosłym mężczyzną, poszukuje rozwiązania historii. W tym celu udaje się na Szetlandy, a następnie do Francji. Tragiczne losy jego rodziny związane są z historią wielkich wojen XX wieku.

Siedziałam nad tą książką dwa miesiące i nie jestem przekonana, czy był to czas dobrze wykorzystany. Co gorsza - wiem, że nie były to chwile złe. Waham się, ostatecznie musząc chyba stwierdzić, że jest to pozycja dość... letnia. Bardzo trudno określić mi, dlaczego miałam tak ogromne problemy z tą książką. Warsztatowo napisana jest dobrze, opowiada - obiektywnie rzecz biorąc - logiczną historię, która mogłaby wzruszyć. Edvard pragnie określić samego siebie, odszukać tożsamość, stałe miejsce, w którym czułby się dobrze. Chce dowiedzieć się, dlaczego jego losy ułożyły się w taki sposób, gdzie jego jego początek i co ukrywali przed nim najbliżsi. Postanawia więc zagłębić się w rodzinną historię, wyrusza w końcu w prawdziwą, fizyczną podróż. Liczy się nie tylko cel, ale także sam proces odnajdywania poszczególnych elementów, łączenia układanki w całość.

I właśnie jest to bardzo męczące. Choć bohaterowie są wiarygodni i cały zarys historii też sprawia takie wrażenie, czułam się tak, jakbym czytała ponownie to samo. Motyw tajemnicy rodzinnej, motyw podróży, motyw człowieka szukającego siebie, motyw doświadczenia, które pozwala zdobyć prawdę o sobie... Zdarzenia przesuwały się przed moimi oczami, bohaterowie rozmawiali z sobą lub nie, Edvard analizował siebie lub swoją rodzinę, a później... Zdarzenia znów przesuwały się, bohaterowie nie rozmawiali lub rozmawiali, Edvard przechodził z punktu A do punktu B, a następnie do punktu C... Dużo w tej opowieści zawiłości - pojawia się motyw wojenny, niezgody między braćmi, tajemnicą jest pochodzenie matki Edvarda. Trochę saga rodzinna, trochę kryminał, trochę głęboka opowieść o refleksji człowieka nad samym sobą. Problem gotowy, bo sagi rodzinne łatwo popadają w bylejakość, kryminał musi za to mocno chwytać za gardło i wciąż utrzymywać odpowiednie napięcie, a w refleksjach szybko można stracić na jakości. Płyń z tonącymi to pozycja, która nie stanowiła dla mnie żadnego wyzwania, nie byłam przy niej ani zrelaksowana, ani poruszona, ani gorąco zainteresowana rozwijającymi się zdarzeniami. Regularnie czytałam po kilkanaście stron i... tyle. Po opisie oraz recenzjach tej książki spodziewałam się czegoś niezwykłego, co otworzy mnie na coś nowego. Spodziewałam się nowej jakości, odkrycia, powieści, która dotknie we mnie czegoś, poruszy mnie. Doceniam sposób tworzenia narracji, bo pod tym względem książka jest naprawdę dobra. Bohaterowie są skonstruowani w logiczny sposób, każdy posiada własne cele, coś charakterystycznego; czuć tworzące się między nimi konflikty. Przewijający się przez powieść motyw drewna również przypadł mi do gustu, podobnie jak surowy, norweski klimat, który można poczuć w czasie czytania książki. To jednak za mało.

Nie mogłam wejść w tę książkę. Czy było za surowo? A może zbyt grzecznie, podręcznikowo? Brakuje mi w tym czegoś, jakiejś niesamowitej iskierki, szczegółu, który sprawiłby, że opowieść ta stałaby się naprawdę niepowtarzalna, dawałaby coś nowego, zmieniałaby cokolwiek w czytelniku. Nie trafiła do mnie lub ja rozminęłam się z nią. Widzę, że jest zrobiona w sposób przemyślany, ale to jedyne, co doceniam, ponieważ przed wejściem, zapuszczeniem, zagłębieniem się w tę historię coś mnie broni - niewidzialna tafla, która sprawiała, że całą treść przyjmowałam z perspektywy nieczułego widza, a nie zaangażowanego czytelnika.

Może ktoś, kto kocha sagi rodzinne lub lubi śledzić gry z kryminałem doceni tę książkę. Nie mogę jej odradzić. Nie mogę jej jednak polecić. Odstawiam ją na półkę, a w najbliższym czasie podam dalej. Może ktoś w niej coś znajdzie - jakąś wartość, jakiś rodzaj przyjemności. Ja, niestety, szybko i bez żalu o niej zapomnę.

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU SMAK SŁOWA
Więcej o książce na stronie smakslowa.pl

3 komentarze:

  1. Czuję, że to nie jest książka dla mnie. Chyba bym się wynudziła. A szkoda, bo okładka robi wrażenie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam Cię. Nie wytrzymałabym tyle czasu mierząc się z jedną książką. Po prostu bym ją w którymś momencie odłożyła.

    Ależ mam na nią chęć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahahha widzę,że dla Ciebie nie ma przeszkód :D Ale świetnie,że i o takich książkach piszesz :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...