piątek, 30 września 2016

Nie samą książką człowiek żyje: 3 POLSKIE SERIALE, KTÓRE CHCĘ OBEJRZEĆ

Jak delikatnie ująć mój stosunek do polskich seriali? Mogłabym powiedzieć, że nie jestem ich entuzjastką, że nie było możliwości, że rozmijamy się. Mogłabym też napisać wprost: nie przepadam. Dlaczego? Doskonale znam powód! Bo... nie wiem, co dobre.

Bardzo łatwo krytykować, jeśli się nie znamy. Moja wiedza o dobrych polskich produkcjach jest niewielka, ale nie znaczy to, że ich nie ma. Wręcz przeciwnie - przeczuwam, że tam są, że czekają na mnie. W TOP 5 polskich seriali na Filmwebie znajdzie się Pitbull (2005), Alternatywy 4 (1983), Sensacje XX wieku (1983), Czas honoru (2008) i Glina (2003). Ten ostatni oglądałam - wszystko dzięki doktorowi Michałowi Larkowi. (Czemu wykładowca akademicki poleca kryminały? Bo sam je robi.) Przyznaję, wciągnął mnie. Przyznaję, miał niesamowity, mroczny (trochę noir) klimat. Przeglądam listę TOP dalej - i sporo propozycji to sensacja, thriller, kryminał... Może coś jest na rzeczy?

Co naszego, rodzimego chciałabym obejrzeć? Przedstawiam 3 propozycje. 



Krew z krwi (2012-2015)

Na Filmwebie przeczytamy: "Po śmierci męża-gangstera Carmen zostaje zmuszona do przejęcia jego interesów i walki o bezpieczeństwo swojej rodziny". Bardziej od opisu przekonuje mnie dobór aktorów, z Kuleszą i Kuną na czele, bo bardzo szanuję ich warsztat. Sam serial zbiera dobre opinie, a mnie zastanawia tylko jedno - dlaczego nie usłyszałam o nim wcześniej? Obawiam się, że powodem jest to, że słyszeć nie chciałam. Niniejszym postanawiam zapoznać się z tą produkcją, bo być może zmieni to moje postrzeganie rynku. Serial jest co prawda formatem holenderskim, ale wierzę w polskie realia (Gdańsk) oraz grę aktorką i reżyserię (Xawery Żuławski). Nie wiem nic więcej, mam duży apetyt i spore oczekiwania.


Kobieta na krańcu świata (2009-2015)

Okej, wiem. To nie jest serial. To program podróżniczy, dokumentalny - ale jednak podzielony na pewne całostki, odcinki. Bardzo chętnie przeglądam przypadkowo znalezione materiały online, a gdy jest szansa oglądać w telewizji - siadam i patrzę. Uważam, że poznawanie innych kultur jest niezwykle istotne, a ponieważ jestem kobietą i feministką - wiem, że należy czerpać z doświadczeń innych kobiet. Dla niezorientowanych: każdy epizod to inny, egzotyczny kraj oraz spotkania z kobietą lub kobietami, które tam żyją. Jakie to postaci? Zamiast opisywać, przytoczę tytuły odcinków: Kobieta saper, Zapaśniczka, Mama dla hipopotama, Kobiety o długich szyjach, Kobieta-wampir, Taksówkarka z Hawany. Wśród odwiedzonych krajów znajdują się m.in. Meksyk, Ghana, Australia, Indie, Belize czy Kuba. Odcinki online znalazłam tutaj.


Przyjaciółki (2012)

Wracam na weekend do domu rodzinnego, siadamy z mamą przed telewizorem, do seansu kawka, cukiereczek, czasem coś mocniejszego... Nigdy nie mamy planu, ale zaskakująco często udaje się nam oglądać właśnie Przyjaciółki. To historia czterech przyjaciółek - każda ma inny charakter, doświadczenia i plany. Moje doświadczenie z polskimi produkcjami obyczajowymi jest raczej nieciekawe - są, moim zdaniem, mdłe, banalne, szybko stają się przerysowane i melodramatyczne. W tym przypadku jest natomiast... zaskakująco naturalnie. Bohaterki nie są ideałami, popełniają błędy, ich życie nie jest usłane różami, ale nie ma też dziwacznych, nielogicznych zwrotów akcji. Chętnie obejrzę wszystkie odcinki, ponieważ to po prostu... interesująca, zgrabnie rozpisana, ciepła opowieść o życiu. Aż nie wierzę, że to piszę!


Serialowa jesień 2016 to więcej. Wśród polskich nowości znajdują się: Komisja morderstw, Sprawiedliwi - wydział kryminalny oraz Belfer - serial, o którym zapomniałam w czasie tworzenia listy, ale którego zwiastun uczynił mi ciarki. Z klasyków: O mnie się nie martw, Rodzinka.pl (uwielbiana przez moją mamę) oraz Ranczo (10 sezon! Czy ktoś widział wszystkie?).

A co Wy możecie polecić? Czy znacie jakieś dobre polskie seriale? Które z serialowych staroci warto obejrzeć i jakie nowości zwracają Waszą uwagę? Piszcie koniecznie!

czwartek, 29 września 2016

#blogerzy: JAKĄ KSIĄŻKĘ POWINIEN PRZECZYTAĆ KAŻDY?


Jakie książki blogerzy książki uznają za must read? W jaki sposób uzasadnią swoje argumenty i... czy zgodzicie się z ich wyborem? Wcześniejsze posty z cyklu znajdziecie tutaj.

..................................................................................................................................................




Gaba, recenzentkaksiazek.blog.pl
Moją ulubioną książką jest Milion małych kawałków autorstwa Jamesa Freya. To mocna powieść, która zostawiła mnie w kompletnej rozsypce. Dała mi emocjonalnego kopa, trochę sponiewierała i niesamowicie wciągnęła. Frey opisał w niej swoje doświadczenia, to, co zrobiło z nim uzależnienie od narkotyków i alkoholu. Po zakończeniu tej książki jeszcze bardzo długo nie mogłam się pozbierać i zabrać za kolejną lekturę. Historia opisana jest bez cackania się z czytelnikiem — są przekleństwa, są dosadne stwierdzenia i sporo przemocy. Ale jest też wiele pięknych cytatów, które nawet teraz znam na pamięć. Polecam Milion małych kawałków, bo naprawdę warto!

Kaśka, butfirstcoffee.pl
Moim zdaniem, każdy powinien przeczytać serię o Harrym Potterze. Pokazuje ona, czym jest potęga przyjaźni i miłości, a przede wszystkim uczy nas tolerancji i tego, że wszyscy jesteśmy równi. Że warto mieć przyjaciół, dbać o te przyjaźnie, że z nimi u boku damy radę wszystkim przeciwnościom losu. Uczy nas poczucia własnej wartości, że nie powinniśmy się wstydzić tego, jacy jesteśmy i wiary w to, że możemy dokonać wielkich rzeczy. Tego, że warto wykazać się odwagą i stawić czoło przeciwnościom losu. Uczy, że mimo tego, że czasami wszystko idzie nie tak, to damy radę. Ale także pokazuje, czym jest obsesja i szaleństwo, jakie puste i nędzne jest życie bez prawdziwej przyjaźni i miłości.

Zuza, kulturalnaszafa.wordpress.com 
Jeśli chodzi o powieść, którą powinien przeczytać każdy, to w głowie od razu pojawia mi się historia, która jest nie tyle co uniwersalna, ale oryginalna i skierowana do każdej grupy wiekowej. Musi posiadać bohatera niepowtarzalnego, dziecinnego, ale też dojrzałego, a do tego historię, która wciągnie nie tylko młodszych, ale też starszych czytelników, z której każdy wyciągnie dla siebie jakąś naukę i będzie mógł ją wykorzystać w swoim życiu. Dlatego wybieram Wszechświat kontra Alex Woods, której główny bohater stanie się dla Was najlepszych przyjacielem i przewodnikiem. 




Justyna, zapach-ksiazek.pl
Ha! To jest bardzo dobre pytanie. Jak dla mnie, każdy powinien przeczytać Mistrza i Małgorzatę Bułhakowa. Zupełnie inna niż to, co zazwyczaj czytam, a mimo to... coś niesamowitego. Pomimo upływu lat i przeczytanych książek, dla mnie ta lektura jest wciąż numerem jeden. Jest w tej historii coś, co dla mnie jest kwintesencją dobrej lektury. Zachwyca mnie właściwie pod każdym względem. I jak do tej pory jest jedyną książką, którą przeczytałam więcej niż raz i z pewnością jeszcze wiele razy do niej powrócę.

Sylwia, recenzentkaksiazek.blog.pl
Pewnie będę banalna, ale moją ulubioną książką od wielu lat jest Mały Książę. Wiem, że teoretycznie każdy musi ją przeczytać jako lekturę szkolną, ale ja zachęcam do poznania jej dla przyjemności. To tak mądra, wielowarstwowa pozycja! Ktoś zapyta: o co tyle szumu? Przecież to zwykła bajka! A ja odpowiem: A jeśli to nie bajka? Jeśli to coś więcej? Wierzę, że świat byłby lepszy, gdyby wszyscy wzięli sobie do serca przesłanie Małego Księcia. Co mam dodać więcej? Na potwierdzenie mojej opinii zdradzę tylko, że na studiach wygłaszałam godzinne przemówienie, udowadniające że Mały Książę to arcydzieło. A niech ktoś spróbuje zaprotestować! Już ja się z nim policzę.

Marika
Co wybrać? Kilka lektur szkolnych, które przemęczyłam z pianą na zębach, ale dzięki którym rozpoznałam swoje czytelnicze zainteresowania? A może Harry'ego Pottera, który jest książką mojego dzieciństwa? Pollyannę, która towarzyszyła mi w złych chwilach, a może Tomka Wilmowskiego - moją pierwszą miłość? Chętnie wskazałabym Sędziwoja Dziekońskiego, mało znaną powieść, która udowadnia, że polski romantyzm to więcej niż bojownicy o sprawę narodową... A może Bieguni Tokarczuk - książka o tym, jak człowiek może być sobą tylko w podróży, w wiecznym ruchu? Jak jednak mogłabym zapomnieć o Czasie motyli Julii Alvarez! Przecież to książka, która mną wstrząsnęła! A może... 

..................................................................................................................................................

A Twoim zdaniem...
...jaką książkę powinien przeczytać KAŻDY?

wtorek, 27 września 2016

ZGROZA W DUNWICH I INNE PRZERAŻAJĄCE OPOWIEŚCI, Howard Phillips Lovecraft






Tytuł: Zgroza w Dunwich i inne prze­ra­ża­jące opo­wie­ści
Autor: Howard Phillips Lovecraft
Data tego wyd.: wrzesień 2012
Wydawnictwo: Vesper
Ilość stron: 792

Jedno słowo: smakołyk





Groza. Niektórzy czerpią z niej przyjemność, inni ją omijają. Jedni cenią sobie niestworzone historie o monstrach, prawdziwe, krwawe horrory - inni wolą poczucie niepokoju, które towarzyszy sugestywnym opowieściom na faktach. Co proponuje Lovecraft?

Książka ta jest zbiorem prozy amerykańskiego pisarza, utworów pisanych między 1917 a 1935 rokiem. Całość uzupełnia posłowie Macieja Płazy, który dokonuje analizy życia oraz twórczości autora. Wśród tekstów znajdują się te najważniejsze, m.in. tytułowa Zgroza w Dunwich, ale także Muzyka Ericha Zanna, Dagon, Szepczący w ciemności. To nowy przekład i spójne wydanie tekstów Lovecrafta. Wydawnictwo wydało także tom dotyczący historii fantastycznych: Przyszła na Sarnath zagłada. Opowieści niesamowite i fantastyczne.

Skusiłam się na te pozycję, bo uwielbiam niestworzone historie i niesamowitość. Nie mam zaufania do chłodnego, futurystycznego sci-fi. Wolę opowieści mniej oczywiste, wolne od wyskakujących potworów czy klasycznych duchów. Szukam niepokoju, podoba mi się ponowne i ponowne odtwarzanie bardzo typowych motywów - nocy, mrocznej scenerii, samotnego domu, zabłąkanego w swoim charakterze bohatera, budzących grozę stworzeń. Stąd moje zainteresowanie czarnym romantyzmem - czerpiącym z ludowych opowieści, maskującym granicę między tym, co rzeczywiste a wyśnione czy szalone. Porzućmy jednak romantyzm, czas ruszyć w niezwykłą, mroczną podróż do klasyki amerykańskiej prozy. W jaki sposób opowiedzieć o propozycji Lovecrafta? Nazywa się jego utwory horrorem science fiction czy też horrorem kosmicznym - ponieważ zamiast potworów doskonale znanych z ludowych podań czy dzieł innych autorów (wampirów etc.) wprowadza w kreowane przez siebie światy stworzenia z innych wymiarów, tajemnicze monstra będące skutkami działań szalonych naukowców. Tworzy w końcu własną mitologię, a jego Wieczni Przedwieczni (demoniczne/boskie istoty) rozsiewają mrok…

Nie będę przytaczać, o czym są poszczególne opowiadania. Mogę powiedzieć ogólnie, że to relacje dotyczące chłodnych, surowych, dzikich miejsc, domów, których ściany są przesiąknięte grozą, potwornością, wspomnieniem mrocznych i obrzydliwych czasów. Bohaterowie to często kreacje niezwykle wrażliwe, podatne na legendy, dostrzegające więcej, niż powinny. Literacko – smaczek. Nie czytałam innych tłumaczeń Love­crafta i nie wiem, czy chcę – bo to fantastycznie ujmuje ciężki rytm zdań, pewnego rodzaju powtarzalność, ostre rysy obrazów, nieco patetyczny, monumentalny styl. Znajduje się tu wiele archaizmów, składnia jest bardzo złożona i nieco staroświecka, ale właśnie dzięki temu czytelnik może odczuć klimat historii. Do czytania tych opowiadań trzeba mieć wiele cierpliwości i uważam, że najgorsze, co może się przydarzyć czytelnikowi, to przeglądanie jednej opowieści po drugiej. Ja tego nie potrafiłam, dlatego lektura zajęła mi sporo czasu. Ale, co istotne – do niektórych historii wracałam kolejnego dnia, by przeczytać je jeszcze raz, odkryć więcej, zrozumieć, dostrzec rzeczy, których nie odnotowałam podczas pierwszego spotkania.

Największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie Ustalenia w sprawie zmarłego Arthura Jermyna i jego rodu. Czytałam je trzy czy cztery razy, sięgnęłam też po oryginał. Właśnie takie rzeczy dzieją się, gdy spotykamy się z twórczością Love­crafta – zakochujemy się w jego mrocznych, dziwacznych, ociekających szlamem i śmierdzących strachem historiach. To nie potwory, które wyskakują na drogę – to monstra, które śpią i czekają. Nie można się oderwać, ale jednocześnie trzeba, bo nawarstwienie bardzo podobnych, ale obrabianych z różnych stron motywów może przytłoczyć. Jeśli miałabym ocenić klimat, powiedziałabym, że będzie to późna noc na skałach, kapanie wody, odgłos kroków za plecami – dochodzący spod ziemi. Brzmi tajemniczo?

Choć Love­crafta cechuje pewne upodobanie schematów, moim zdaniem każda historia jest inna, różna od poprzednich. Nie wszystkie są tak samo wciągające, niektóre wstrząsnęły mną bardziej niż inne, ale polecam. Raz, że to klasyk. Dwa, że każda wielka mitologia literacka zasługuje na uwagę, a Love­craft stworzył swoją własną - i jest ona niezwykle pociągająca, choć jednocześnie monstrualnie obrzydliwa. Trzy, że to kawałek doskonałej prozy - językowo na pewno nieprzystępnej dla każdego, ale pozwala przenieść się w pełen grozy, gotycki świat. Chwalę też wydanie - porządne, doskonale przygotowane, z przepięknymi, budzącymi niepokój ilustracjami Johna Coulthara.

Smakołyk - nie słodki, nie ostry. To rzecz, której nie da się ująć jednym słowem, trochę słona, gorzka, kwaśna; trochę jak trucizna, a trochę jak afrodyzjak. To coś, co jednocześnie nie smakuje, ale od czego nie można się oderwać, bo jest jedyne w swoim rodzaju. I czytelnik jest tego świadom od samego początku.


KSIĄŻKĘ OTRZYMAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU VESPER
Więcej o książce na stronie vesper.pl

sobota, 17 września 2016

Nie samą książką człowiek żyje: 3 SERIALE, KTÓRE PORZUCIŁAM (2016)

Prawie rok temu, w listopadzie, pisałam o trzech serialach, które z różnych przyczyn rzuciłam w kąt, olałam, porzuciłam, zdradziłam z innymi. Co ciekawe, były to produkcje przy których cierpliwość skończyła mi się dość szybko, najwcześniej już po kilku odcinkach pierwszej serii, najpóźniej - w czasie trzeciego sezonu.

Tym razem przedstawiam trzy seriale, z którymi byłam całkiem długo. Pięć, niemal sześć i dziewięć sezonów! Dlaczego nie mam ochoty ich oglądać? Czy planuję powrót? 

Od czego by tu zacząć...?



2 BROKE GIRLS (CBS, 2011)

Nowy York, Brooklyn, restauracja Williamsburg Diner. Tu pracuje Max Black, dziewczyna znana z ciętego humoru, zamiłowania do używek i ze swobodnego podejścia do życia. Tu trafia także Caroline Channing - córka miliardera skazanego za oszustwa na karę więzienia, która z dnia na dzień straciła cała fortunę. Połączy je przyjaźń i... chęć rozkręcenia własnego biznesu.

Zaczynam od punktu najbardziej bolesnego, od czegoś, czego się nie spodziewałam. Zaczynam od serialu, który uwielbiałam i który (chyba) lubię nadal, choć jakoś mi ciężko, gdy przychodzi czas włączania kolejnego odcinka. Widzę w Max siebie, a w Caroline swoją BFF, więc nie sądzę, żeby doszło do trwałego rozwodu - ten serial jest po prostu świetny. Uwielbiam Dwie spłukane dziewczyny za ciężki humor, za obśmianie wszystkich narodowości, ras, zawodów, mód, zajęć, problemów. Uwielbiam za to, że serial jest ściśle związany z tym, co aktualnie dzieje się na świecie - dlatego natychmiast odpowiada komentarzem i żartem na topowe tytuły dzienników, zmiany gospodarcze czy plotki z życia celebrytów. Uwielbiam go za grę aktorką - w jakiś sposób ciężką, prostą, mocną jak poczucie humoru. Uwielbiam za stworzone charaktery. I naprawdę, naprawdę szalenie nie znoszę Dwóch spłukanych dziewczyn za to, że serial popadł w jakiś cykl powtórzeń, że rozciąga się, ale nie ewoluuje. Skończyłam oglądać w połowie piątego sezonu, za miesiąc wypuszczą szósty. A ja serio nie wiem, czy jest sens. Ostatnie żarty były żałosne.



THE BIG BANG THEORY (CBS, 2007)

Jak wygląda życie nerda? Czego pragnie fizyk eksperymentalny, jakie problemy może mieć fizyk teoretyczny, czego od życia chce inżynier lotnictwa i co robi w wolnym czasie astrofizyk? Czy każdy nerd jest taki sam jak inni nerdowie? I co wyniknie z połączenia wykształcenia oraz wysokiego poziomu intelektu z prostotą obycia, ale bezproblemowym przystosowaniem społecznym pewnej blondynki?

Za co lubię ten serial? To proste - za... prostotę. Nerd i blondynka, naukowe słownictwo i prosty bełkot, zderzenie przeciwieństw, garść stereotypów, a na deser sporo rozważań o relacjach damsko-męskich. Kiedy zaczynałam oglądać Teorię wielkiego podrywu, nie było innego serialu, który ruszałby w dowcipny sposób tę tematykę. Później coś się pojawiło, ale nie interesowałam się - bo miałam już swój serial o naukowcach. Problem w tym, że wszystko powinno się kiedyś skończyć. Wątpię, by jakakolwiek produkcja mogła osiągnąć to, czego dokonali Przyjaciele - dziesięć niesamowitych, mocnych sezonów. Za kilka dni Teoria wielkiego podrywu wchodzi na ekrany z odcinkiem 10x01. Czy go obejrzę? Przerwałam oglądanie pod koniec 9 sezonu, znużona tym, że wszystkie dowcipne rzeczy zaczęły się robić bardzo przewidywalne, a bohaterowie są jacy są - i tyle. Moim zdaniem serial wypalił się już jakiś czas temu. Niekiedy bawi, niekiedy nie. To za mało.



THE WALKING DEAD (AMC, 2010)

Garstka ludzi vs postapokaliptyczny świat opanowany przez zombie. Grupę tworzą osoby o diametralnie różnych doświadczeniach, pochodzący z często bardzo odległych środowisk. Jest więc m.in. szeryf, dziewczyna wychowana na farmie, gospodyni domowa bita przez męża, mężczyzna pochodzący z patologicznej rodziny, kilkuletni chłopiec. Cel jest prosty - znaleźć schronienie, zaopatrzyć się w jedzenie, uciec przed szwendaczami.

Dwa słowa: chwilowa przerwa. Postapo mnie przyciąga, fascynuje, bawi, odpręża, a nawet uczy. Uwielbiam akcję, dramaty, rozstania, hordy zombiaków i lekkie błędy w serialowej logice. Obejrzałam dokładnie pięć sezonów, wyemitowano szósty, a siódmy zacznie się niebawem. Nadal potrzebuję odpoczynku, zebrania sił, oderwania. Wrócę do tej historii, ponieważ uwielbiam to, w jak szczegółowy sposób tworzy się tu świat przedstawiony, lubię ten brud, strach, przygody, zwroty akcji. Zabolała mnie pewna cholernie nielogiczna śmierć, ale pozwólcie, że nie będę do tego wracać, bo to bolesny moment. (Podpowiadam: And we'll buy beer to shotgun/And we'll lay in the lawn/And we'll be good.) W mojej opinii serial jest skonstruowany naprawdę wspaniale - zarówno pod względem przełożenia historii z komiksu na ekran, jak i doboru aktorów, tworzenia scenografii, muzyki, nadania całości klimatu. Obejrzeć warto, polecam. A ja potrzebuję jeszcze chwilki, może dwóch.


Pytanie do Was - jakie seriale porzuciliście? Których nie będziecie oglądać w nowym sezonie serialowym, a do których ciągnie Was tak bardzo, że musicie mi je polecić? Koniecznie dajcie znać!

piątek, 16 września 2016

Kobiety kobietom. Festiwal Progressteron Poznań

Kobiety są silne i mądre. Potrafią realizować się w każdej dziedzinie swojego życia, są wielozadaniowe, piękne i wszechstronne. Kobiety mogą osiągnąć to, czego tylko zapragną. A co, jeśli kobiety chcą zdobyć nową wiedzę, nawiązać inspirujące znajomości i dobrze się przy tym bawić? Organizują sobie festiwal!

Kiedy? W dwa weekendy: 23-25.09. oraz 30.09.-02.10.




Festiwal PROGRESSteron to wydarzenie rozwojowe dla kobiet, które odbywa się dwa razy w roku w największych miastach Polski. To kobiety organizują wykłady, warsztaty i szkolenia dla innych kobiet. W programie widać troskę o różnorodność, dlatego coś dla siebie znajdą fanki DIY, osoby zainteresowane coachingiem, poszukujące motywacji, wiedzy związanej ze zdrowiem i urodą, designem czy parentingiem.




Rok temu dzięki wygranej w konkursie organizowanym przez Zakochaną w sztuce mogłam wziąć udział w warsztatach artystycznego wyplatania z rattanu. Zaskoczyło mnie wiele rzeczy, wszystkie pozytywnie. Przede wszystkim okazało się, że to rzeczywiście spotkanie samych kobiet – w każdym wieku, zajmujących się rozmaitymi rzeczami, mających różne pasje, zainteresowania. Organizacja była wzorowa, informacja – szybka i precyzyjna. Co ważne, zajęcia odbywały się w nowoczesnych, wygodnych wnętrzach, a każda uczestniczka otrzymała dodatkowo zestaw drobiazgów – w tym zniżki i ulotki informujące o partnerach wydarzenia. Warsztaty były zorganizowane tak, by poznać nieco informacji teoretycznych o wyplataniu, a później… natychmiast zabrać się do roboty. Największa zaleta? Każda uczestniczka wyszła z budynku z własnoręcznie przygotowanym koszykiem.

Zainteresowane? W tym roku również organizowane są te zajęcia! Jedyne, co mogę robić, to polecić. Więcej informacji tutaj.




Zainspiruj się do dobrych zmian – zostań swoim własnym coachem, Co z tą kasą? Jak mieć serce, głowę i rękę do pieniędzy, Design Thinking dla Kobiet – uwalnianie sprawczości, Stary T-shirt w nowej odsłonie, czyli ścienna makrama na warsztacie DIY – to tylko część propozycji. Ja wybieram się na WenDo – samoobrona i asertywność dla kobiet i WordPress? To proste! Pełen program znajdziecie tutaj.

KONKURS
A może macie ochotę na wejściówki za free?

Festiwal Progressteron Poznań zaprosił mnie do współpracy i ofiarował dla czytelników bloga dwie wejściówki – każda ma wartość 100 złotych. Osoby, które je otrzymają, będą mogły wykorzystać je na dowolnie wybrane zajęcia.

Aby wziąć udział w konkursie wystarczy dokończyć zdanie: Supermocą kobiety jest...

No właśnie – co? Oprócz odpowiedzi proszę o Wasz adres e-mail. Konkurs trwa do 21.09., do godziny 18.00. Wyniki tego samego dnia do godziny 21.00.

Zachęcam do tego, by odwiedzić fanpage Festiwalu, a także fanpage Po Książkach Mam Kaca oraz dodać mojego bloga do obserwowanych! Każda Wasza wiadomość i lajk to wielki uśmiech na mojej twarzy! I nie zapomnijcie o najważniejszym - podajcie informację o Festiwalu dalej! Wszystkie jesteśmy jedną drużyną!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...