wtorek, 11 października 2016

KSIĘGA WIESZCZB, Erika Swyler






Tytuł: Księga wieszczb (The Book of Speculation)
Autor: Erika Swyler
Data I wyd.: 2015 (PL: czerwiec 2016)
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 408

Dwa słowa: zniewalające spotkanie






Czy to nie oczywiste – wybrałam tę książkę, ponieważ zakochałam się w jej tytule. Nie interesowało mnie nic innego, choć krótki opis na okładce (i sama okładka!) też zdobył moje serce. Od początku czułam, że to książka dla mnie, że będzie mi z tą historią dobrze… Czy było?

Dom Simona Watsona z tygodnia na tydzień osuwa się do zatoki Long Island. Simon jest jednak bibliotekarzem i nie stać go na to, by ratować rodzinny budynek. Po utonięciu matki, śmierci ojca i ucieczce siostry do cyrku Simon został sam, bez nikogo do pomocy. Pewnego dnia otrzymuje starą, uszkodzoną księgę – dziennik właściciela wędrownego cyrku. Od tego czasu Simon ma zajęcie, które przysłania mu wszystko inne – próbuje wytropić cyrkową syrenę, której utonięcie zostało odnotowane w dzienniku. Chce się dowiedzieć, czy to pierwsza kobieta w jego rodzinie, która – pomimo posiadania niezwykłych umiejętności pływackich – utonęła dwudziestego czwartego lipca. Tymczasem z siostrą Simona zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Dokładnie takie, jakie towarzyszyły śmierci ich matki. 

Klątwa? A jeśli nie – to co w takim razie? Czy w dzienniku właściciela cyrku zapisano początki rodu Simona, dlaczego jego siostra, Enola, odezwała się w tak niespodziewany sposób i czy Simon ma szansę uratować swój dom? Podczas lektury tej powieści czułam słony zapach morskiej wody, słyszałam wiatr, który targa znajdującym się na skraju przepaści budynkiem, miałam dreszcze za każdym razem, gdy mowa była o kartach tarota. Tak, to rzecz stworzona dla mnie. Dotyczy książek, historii rodziny, tajemnic przyszłości i… przeszłości. To książka o rozpadzie, poszukiwaniach, miłości oraz cyrkowej magii. To książka, od której nie mogłam się oderwać i do której najchętniej natychmiast bym powróciła. 
Kiedy znajdziesz książkę, którą pokochasz, zawsze będziesz pamiętał uczucie, jakie w Tobie wywołała,
jej wagę i to, jak leżała w Twojej dłoni.
W powieści przeplatają się dwie płaszczyzny – raz śledzimy poszukiwania Simona i wypadki toczące się w jego teraźniejszości, raz cofamy się w przeszłość, do wydarzeń, które wspomina się w cyrkowym dzienniku. Stara księga zawiera szczątkowe informacje, dlatego Simon wykorzystuje swoje umiejętności bibliotekarskie, by dotrzeć do archiwów, oficjalnych danych, dat urodzeń i zgonów. Czytelnik w osobnych rozdziałach otrzymuje tymczasem pełną napięcia historię Dzikiego Chłopca i ciemnowłosej cyrkowej syreny, a obie opowieści przeplatają się tak, by aż do samego końca nie znać wszystkich odpowiedzi. Ze strony na stronę coraz więcej staje się jednak jasne. Bohaterowie pozwalają dobrze się poznać i ja, jako czytelnik, poczułam się z nimi związana. Tęskniłam za takim zaangażowaniem w akcję, za plastycznymi opisami, dzięki którym bez problemu wyobrażę sobie bohaterów, za tym, że nie wszystko jest powiedziane od razu, ale im dalej, tym lepiej będę wszystko rozumieć. Czasem nawet lepiej niż same postaci.

Erika Swyler w bardzo lekki i subtelny sposób opisuje poszczególnych bohaterów – zarówno w rozdziałach dotyczących Simona, jak i przedstawiających losy grupy cyrkowej. I nie chodzi jedynie o pierwszoplanowych – powieść jest bogata i pełna dzięki temu, że znalazło się w niej miejsce dla postaci drugo- i trzecioplanowych, a Erika nie zapomina o żadnej. Choć pozornie Simon i Enola są diametralnie różni, w miarę zagłębiania się w akcję okazuje się, że ciążą nad nimi podobne myśli - a to tylko początek. Nie czułam, żeby w Księdze wieszczb panował nadmiar. Wręcz przeciwnie - nie ma tu bohaterów, którzy byliby wymienieni z imienia bez powodu, nie ma takich, którzy zostaliby nagle porzuceni. Każdy ma swoje zadanie i doskonale je spełnia. Można by napisać o nich jeszcze więcej, stworzyć może kolejną historię - i właśnie czegoś takiego chciałam. Erika Swyler rozbudziła mój apetyt i sprawiła, że przesiąknęłam jej pomysłami, na końcu poczułam nawet odrobinę niedosytu - chcę więcej! Ale autorka równie łatwo podchodzi do tworzenia opisów miejsc – daje im dość, żeby w umyśle czytelnika pojawiały się konkretne obrazy, ale nie przytłacza informacjami. Motorem napędowym jest sekret, tajemnica - i czytelnik do końca nie jest pewien, czy chodzi o rzeczywistą klątwę, przypadek, może jakiś rodzaj szaleństwa? Niesamowitość przenika łagodnie, misternie. Raz - tworzy go tematyka cyrkowa i ten bardzo osobliwy świat artystów. Dwa - im dalej, tym większe znaczenie odgrywa Tarot. Okazuje się, że można talią kart opowiedzieć niejedno.

Oryginalny pomysł i bardzo zgrabne wykonanie - oto, co otrzyma czytelnik Księgi wieszczb. Dla mnie książka ta jest małym skarbem, motywacją do tego, żeby poszperać głębiej. Natychmiast po jej zamknięciu zaczęłam szukać informacji o cyrkowych syrenach, przypomniałam sobie o swojej fascynacji kartami i wróżbami. Jest w tej książce coś niepozornego i bardzo prostego, rodzinnego, bliskiego, co potrafi zainteresować. A jednocześnie jest to powieść, która zostawia kilka otwartych, tajemniczych szufladek - a w nich dostrzec można nieoczywiste znaleziska.

Polecam tę książkę miłośnikom sekretów, łagodnej niesamowitości, staroci i książek. Polecam także tym, którzy cenią sobie dobrze wyważoną akcję, przygodę polegającą na poznawaniu przeszłości, na walce z czasem.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU CZARNA OWCA
Więcej o książce na stronie czarnaowca.pl

2 komentarze:

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...