wtorek, 22 listopada 2016

WOJNA STAREGO CZŁOWIEKA, John Scalzi





Tytuł: Old Man's War
Cykl: Wojna starego człowieka (tom 1)
Tłumacz: Wojciech Pusłowski
Data wyd.: 2005 (PL: wrzesień 2016)
Wydawnictwo: Akurat
Ilość stron: 400

Dwa słowa: pozytywne zaskoczenie






John Scalzi to amerykański pisarz science fiction, bloger piszący także dla czasopism, a nawet konsultant seialu Gwiezdne wrota: wszechświat. Tyle w szybkiej teorii. A jak było w praktyce? Po raz pierwszy czytałam militarne science fiction i... spodobało się mi. Choć wcale nie było łatwo.

Stary człowiek i… kosmos

John Perry skończył siedemdziesiąt lat. I wstąpił do wojska. Choć na Ziemi za kilka lat czekałaby go nieuchronna śmierć ze starości, ludzkość znalazła drogę do międzygwiezdnej przestrzeni, a co za tym idzie – do zaawansowanej technologii. Problem w tym, że kosmos obfituje w wrogie gatunki obcych. Od dziesiątków lat trwa wojna, a do Kolonialnych Sił Obrony przyjmowani są jedynie ludzie w wieku emerytalnym, których następnie poddaje się gruntownej… przebudowie. Dlaczego? Bo w kosmosie liczy się przede wszystkim doświadczenie! Dobra wiadomość? Jeśli przeżyjesz do końca służby, będziesz mógł osiedlić się na jednej z planet. Powodzenia!

Część pierwsza - wróżba porażki?

Zaczęło się bardzo powoli i akcja zupełnie nie przyspieszała. Tu historia pnie się spokojnie w górę – w kosmos. Perry zgłasza się do wojska, porządkuje swoje sprawy i spokojnie na statek kosmiczny. Dochodzi do tego, o czym plotkowano na Ziemi – grupa staruszków otrzymuje nowe, sprawniejsze ciała, dzięki czemu ich doświadczone przez lata życia umysły mają szansę zaznać kolejnych doświadczeń. Perry dowiaduje się o tym, jak trudna jest sytuacja – kosmos to rzesze zaawansowanych technologicznie ras, setki tysięcy posyłanych na śmierć żołnierzy i właściwie brak szansy na to, że wojny kiedyś się zakończą. W części pierwszej nie ma jednak walki. Są rozmowy. Dużo rozmów. Mnóstwo rozmów. Poznajemy garstkę bohaterów drugoplanowych, którzy z różnych przyczyn staną się dla Perry’ego bliskimi. Razem z nimi oczekujemy na szkolenie wojskowe i… Nie, nic więcej. Część pierwsza jest po prostu nudna, choć ma swój cel - jak najlepiej ujrzeć mechanizm zaciągania się do wojska i charakter głównego bohatera.

Problem z Johnem

Narrację stworzono na bazie pierwszoosobowej, dlatego Johna Perry'ego możemy poznać od podszewki. Przyznaję, że szybko skojarzyłam go sobie z inną kosmiczną postacią. John Perry przez długą część powieści trochę na siłę przypominał mi Marka Watneya, bohatera Marsjanina. Cechuje go podobny spokój, wyróżniający na tle innych postaci, naturalna inteligencja i doskonała intuicja, szczerość, łatwość nawiązywania kontaktów oraz poczucie humoru. John jest wyjątkowy, chociaż to jednocześnie everyman. Największy problem tkwi w tym, że... nie ma się do czego przyczepić. John jest dobrym kolesiem, który mógłby rzeczywiście istnieć, mógłby mieć w istocie niezwykłe szczęście i spore zasoby wrażliwości. Byłam jednak bliska tego, żeby odrzucić książkę i zupełnie się tego nie dowiedzieć. Wszystko, co cenne w tym bohaterze, pojawiło się dopiero wtedy, gdy narracja przyspieszyła.

Część druga - zaskoczenie (i akcja!)

Dopiero tutaj, w połowie powieści, zaczyna się akcja. Jako czytelnik byłam już znużona, a książka leżała przez pół tygodnia na stoliku i zbierała kurz. Nie wierzyłam w to, żeby, mając jedynie tyle objętości tomu, autorowi udało się zrobić jeszcze cokolwiek intrygującego. Owszem, dotychczas bawił mnie lekki humor, ale niektóre z dialogów wydawały mi się przez niedobór akcji wymuszone. I właśnie wtedy przyszedł czas na drugą część, która natychmiast ruszyła z kopyta, wrzucając mnie w sam środek trudnego szkolenia. Bohater za bohaterem, pojawiały się przede mną kolejne imiona drugoplanowych postaci, a w końcu mogłam też stanąć oko w oko przed kosmitą. Jak było? Porażająco, niezwykle ciekawie i... za krótko! I nie mówię tu o tym, że skończył się pierwszy tom i czas czekać na kolejne. Wojna starego człowieka ma tę niezwykle rzadką właściwość, że - moim zdaniem - można śmiało przeczytać ją jako powieść samodzielną. Ma wszystko, żeby nią być, łącznie z odpowiednio wyjaśniającym, a jednocześnie otwartym zakończeniem. Teraz już wiem, że warto czekać na kolejne tomy, jednak czy Scalzi poradzi sobie ze swoim pomysłem?

Problem z brakiem równowagi

Nie było szansy dobrze poznać obcych i opowiedzieć o ich planetach, poniewać John Perry musiał przeżyć wszystkie swoje niezwykłe przygody, czyniące z niego kosmicznego szczęściarza roku, jak najprędzej. Nie było czasu na prawdziwie brutalne opisanie poszczególnych misji i wzbudzenie w czytelniku napięcia, ponieważ za dużo powieści zajęło gadanie. Co z tego, że w drugiej części pojawiło się tempo, co z tego, że humor w końcu złagodniał i przestał być jedynie elementem długich dialogów. Czuję, że mimo niesamowitej lekkości stylu, John Scalzi zgubił się podczas pisania i źle wyważył poszczególne części historii. Coś rozciągnął by coś innego uciąć. Mało brakowało, a po prostu bym się poddała i skreśliła tę powieść - tymczasem druga połowa zajęła mnie tak mocno, że siedziałam po nocy i kończyłam lekturę przy słabym świetle. Wojna starego człowieka to dla mnie zaskoczenie, ale i dużo wątpliwości. Co będzie dalej?

Prosto do gwiazd?

Podobało mi się, ale nie było łatwo. Książka jest wyraźnie podzielona na część bardziej przyziemną, gdzie każdy element układanki musi być szczegółowo wyjaśniony, a najmniejsze zmiany w ciele staruszków opisane, a także na część z akcją pędzącą bez opamiętania, przez co traci się sporo napięcia, które można było tu ugrać. To mimo wszystko doskonała książka dla fana fantastyki oraz przygody. Ja czekam na kolejne tomy, chociaż biletu zaufania autorowi nie daję.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU AKURAT
Więcej o książce na stronie muza.com.pl

3 komentarze:

  1. Najpierw pomyślałam: O! "Gwiezdne wrota"... Może jednak sięgnę po jakieś książkowe sci-fi. Potem przeczytałam całą recenzję i zmieniłam zdanie. Pisać sci-fi trzeba umieć i mieć przy tym łeb jak sklep. Może inny autor mnie przekona.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zastanawiałem się nad tą książką, ale ostatecznie jej nie wziąłem do recenzji.
    Po Twojej recenzji wnioskuję, że pewnie by to była dla mnie dobra lektura, ale bez szału raczej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam tę książkę na oku już od jakiegoś czasu, ale właśnie obawiam się tego początku. Wolę, kiedy akcja na początku rusza z kopyta, ale może mimo wszystko się skuszę :)Tematyka jak najbardziej moja :D

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...