wtorek, 24 stycznia 2017

NIEBEZPIECZNE KOBIETY, Patryk Vega







Data wydania: październik 2016
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 368

Dwa słowa: męskie spojrzenie







Muszę przyznać, że mam dziwnie mieszane odczucia, jeśli chodzi o tę książkę. Być może to kwestia kiepskiego filmu (Pitbull. Niebezpieczne kobiety, scenariusz i reżyseria Patryk Vega), który zniechęcił mnie do tematu? Może jestem jeszcze zniesmaczona po tamtej tandecie - dość mocno, by tu nie ufać w szczerość przekazu? Ale od początku!

Kobiety w polskiej policji
Dane mówią, że w 2015 roku około 40% przyjętych do służby policyjnej stanowiły kobiety. Co to oznacza dla rozmówczyń Vegi? Jak radzą sobie w pracy, czy udaje się im łączyć życie prywatne z rodzinnym i kiedy poddają się presji? Siedem rozmów, siedem historii - poznajcie polskie policjantki.

Imiona, nazwiska i funkcje rozmówczyń zostały zmienione
Siedziałam przed chwilę nad tą linijką poprzedzającą tekst - bo właśnie tak, po dedykacji, rozpoczyna się książka Niebezpieczne kobiety. Poczułam się zupełnie jakby ktoś, owijając w bawełnę, chciał mi powiedzieć - to historie prawdziwe, ale nie całkiem. Dlaczego? Cóż - skoro nie możesz podawać imion, nazwisk, funkcji, to po prostu tego nie rób. Co daje mi figura sierżant Katarzyny Myko, młodszej aspirant Katarzyny Wach, skoro wiem, że nie mówi ani sierżant Myko, ani aspirant Wach? Przypomniałam sobie przerysowany film, mój zawód, gdy okazało się, że produkcja o kobietach jest tak naprawdę męskim spojrzeniem na to, jak produkcja o kobietach może wyglądać. W mojej głowie pojawiła się czerwona lampka. Poważnie przekartkowałam książkę, bojąc się lektury.

Pół na pół
Nie było tak źle. I wcale nie było dobrze. Już w czasie czytania odczuwałam ogromny niedosyt, a gdy zapoznałam się z kolejną, i jeszcze kolejną rozmową - zdałam sobie sprawę z tego, że są one równie ciężkie, jakby Vega dzielił rozmowę z jednym typem policjantki na kilka części. Zaczyna nagle, pyta o wszystko, co przyjdzie mu do głowy - i kończy nagle, bez uprzedzenia, zostawiając czytelnika z przekonaniem, że rozmowa właściwie nie miała żadnego rytmu. Z jednej strony - to bardzo szczere, często szokujące wyznania. Z drugiej - unoszę podejrzliwie brwi, doszukując się następnych powieleń. Lektura okazuje się nużąca, rozczarowanie rośnie. Dlaczego tak jest?

Dobry policjant
Weźmy się za dobre strony. Plusem będzie sam pomysł - uważam, że o pracy kobiet należy mówić. Uważam, że o doświadczeniach tych należy pisać. Bardzo cenną częścią książki jest to, że poznajemy dwie strony medalu - kobiety w policji i kobiety prywatnie. W jaki sposób kobieta odnajduje się w "męskim" zawodzie, jak radzi sobie z silniejszymi przeciwnikami, ze stresem; jak odbija się to na jej rodzinie, czy społeczeństwo szanuje ją za jej pracę, czy możliwe jest posiadanie dzieci, męża, opiekowanie się bliskimi? Skoro książka ma dotyczyć samych policjantek, logiczne jest, że temat płci wraca i jest istotny. Przemyślenia te są często bardzo interesujące, choć nie doszukiwałabym się żadnych znaczących odkryć czy mocnych haseł. Podobało mi się także, że bohaterki pracują w różnych wydziałach i środowiskach, mają odmienne drogi kariery. Dzięki temu obraz rzeczywiście staje się ciekawy i czytelnik ma szansę poznać dużo intrygujących szczegółów, o których otwarcie w przestrzeni publicznej się nie mówi. Myślę, że można znaleźć tu kilka historii ujmujących, kilka brutalnych, część bardzo ryzykownych. 

Zły policjant
Nie ufam rozmówczyniom Vegi. Czy nie jest tak, że szczerość w jednym fragmencie rozmów odbijają sobie koloryzowaniem i przechwałkami w drugim? Dlaczego mam wierzyć, że zdołał przekonać je do pełnej prawdomówności, do otwarcia się, skoro wyczuwam w kontakcie między rozmówcami granicę? Może to kwestia płci autora? Im dalej w książkę, tym mocniej myślałam o tym, jak mogłyby te rozmowy wyglądać, gdyby policjantki rozmawiały z kobietą. Jak, gdyby rozmawiały między sobą - dziewczynami po fachu. Boli mnie to, że aż tyle uwagi poświęcono życiu prywatnemu, emocjonalnemu, rodzinnemu - bo choć do plusów zaliczam poruszenie tematu, im dalej, tym więcej bardzo intymnych pytań, a na taką lekturę się nie pisałam. I tak, ostatecznie, książka daje "jakieś tam wyobrażenie". Wulgarność i brutalność opowieści zaczynają nudzić, bo ponownie i ponownie pojawia się ostrzegawcza lampeczka i złośliwe pytanie: "czy na pewno to tak wyglądało?". Brakuje mi realnego planu na książkę, widocznego zamysłu, który byłby obecny od początku do końca w rozmowach. Bez szkieletu wychodzą pogaduszki o wszystkim i niczym.

Wyrok
Nie ma ekscytacji, zarwanych nocek, różowych od emocji policzków. Nie ma nawet chęci wertowania sieci w poszukiwaniu innych opowieści policjantek. Na okładce obiecywano mi "całą prawdę o kobietach w polskiej policji", a ja czuję się oszukana. Owszem, jest nieco prawdy - o zaledwie paru kobietach, którym tak się ułożyły losy, że mają odznakę. Zmęczyłam się tymi luźnymi rozmowami i nie mogę przestać myśleć o tym, że Vega pisał o tym, o czym chciał pisać. W taki sposób - w jaki było mu wygodnie. Wyrok? Zawieszenie, czyściec - to letnia książka. Szkoda!


http://matras.pl

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI KSIĘGARNI MATRAS
Więcej o książce na stronie matras.pl

4 komentarze:

  1. Film może i bym obejrzała, ale do tej ksiązki mnie nie ciągnie

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo wszystko chciałabym przeczytać tę książkę, ale widzę, że chyba lepiej zrobić to przed filmem - może wrażenia będą bardziej pozytywne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój mąż właśnie czyta tę książkę, ale jeszcze nie chce mi powiedzieć, co o niej myśli. Ja również się za nią wezmę, może podzielę Twoje zdanie... a może nie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem zainteresowana tą pozycją i mam na dzieję, ze kiedyś ją przeczytam. Na dzień dzisiejszy czeka na półeczce :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...