środa, 11 stycznia 2017

PEJZAŻ BEZ KOLCÓW. MEKSYK SŁOŃCEM MALOWANY, Sylwia Mróz








Data wyd.: październik 2016
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 400

Trzy słowa: trochę inny przewodnik







Najbardziej w Meksyku pociąga mnie to, że jest daleko. Jak wiadomo - dobrze tęskni się za tym, co jest nieznane, a więc z założenia lepsze od tego, co posiadamy. Co jednak dokładnie kryje się pod tymi dwoma sylabami?

Pejzaż sprawiedliwy?
Sylwia Mróz to autorka, która od paru lat mieszka w Meksyku. Na stronach książki przybliża historię, kulturę oraz swoje własne doświadczenia związane z tym krajem. Jest to przewodnik dla osób, które wierzą, że dane miejsce należy poznawać nie tylko przez pryzmat zabytków, ale także kolorów, zapachów, smaków - poprzez przebywanie wśród tubylców. Mróz przybliża najważniejsze fakty, terminy, daty, sytuację społeczną, ekonomiczną i polityczną Meksyku. Wspomina rzeczy mniej znane, o których milczą najbardziej popularne źródła dotyczące kraju, a także ciekawostki, z których istnienia czytelnik nie mógł sobie zdawać sprawy. Całość zamykają zdjęcia, porady, mały słownik oraz garść przepisów.

Solidna konstrukcja
Nie mogę odmówić tego Pejzażowi bez kolców. To rzetelne przejście od historii najdawniejszej, a więc cywilizacji rdzennych mieszkańców tych terenów, przez zwyczaje, jedzenie, cechy charakterystyczne, sposób postrzegania rzeczywistości przez ludzi (z interesującym odbiorem śmierci), religii i wiary (z odpowiedzią na pytanie: dlaczego w Meksyku nigdy nie było szans na post w piątki?), politykę, aż po dzień dzisiejszy i rady dla osób zainteresowanych podróżami po Meksyku. Ostatniej konstrukcji słownej używam zresztą z namysłem. Wiernego czytelnika Mróz nie zadowoli kilkudniowa wycieczka do Meksyku, z odkreślaniem najważniejszych, sztampowych punktów. Bo Sylwia Mróz chce czegoś więcej, pokazuje coś więcej i... wymaga więcej.

Podróżowanie na wszystkich osiach
W Pejzażu bez kolców chodzi o podroż bardziej w czasie niż - jak dzieje się to w przewodnikach - przez miejsca. A jednocześnie jest to podróż w głąb czegoś, co nazwałabym "typowością". Wydaje mi się, że pejzaż ten rzeczywiście ma być pozbawiony kolców - w jakiś sposób magiczny, a jeśli istnieje jakaś niesprawiedliwość w historii i życiu mieszkańców Meksyku, to nie ze względu na ich decyzje, ale na narastające czynniki zewnętrzne. Czuć w tekście ogrom przywiązania, jaki kieruje autorką. Próbuje je ukryć pod statystykami, cytatami oraz siecią dat, ale nie pozbywa się go całkowicie, co jest w moim odczuciu bardzo dobre, bo nie chciałam czytać podręcznika. Nie jest to jednak relacja z własnych wojaży. One oczywiście się pojawiają, ale rzadziej niż się tego spodziewałam. Oczekiwałam czegoś przytulnego, czegoś, co będzie gorące i energiczne jak Meksyk, tymczasem znaczącą część tej książki stanowią odwołania do źródeł i przytaczanie pewnych ogólnych faktów, które - jak podejrzewam - można znaleźć na stronach poświęconych kulturze meksykańskiej oraz w innych książkach. Osobistego stosunku do kraju nie widać więc w anegdotach, ujawnianiu własnego wnętrza. Fascynację Sylwia Mróz stara się przekazać przez to, co chyba ją samą zafascynowało - przez jak najbardziej ogólny obraz Meksyku.

Czy chcę spakować swój plecak?
I tu jest problem. Po lekturze tej książki nie jestem nastawiona hurraoptymistycznie do wyprawy życia. Jak na pierwsze spotkanie z tą krainą - dostałam za wiele rzeczy ogólnych i dotyczących wszystkiego, co powinno zainteresować. Sylwia Mróz tak bardzo kocha Meksyk, że nie jest w stanie skupić się na szczegółach, które mogłyby rzeczywiście złapać czytelnika na haczyk. Brakuje tajemnic - są tylko odpowiedzi. Brakuje prawdziwego człowieka - jest cała meksykańska, kolorowa nacja. Brakuje jednego zapachu - jest jakieś dzikie połączenie wielu, które niczego mi nie mówią, przepisy, skok z miejsca A do miejsca B. Muszę zwrócić też uwagę na inną rzecz - w niektórych partiach odnosiłam wrażenie, że autorka powtarza pewne stwierdzenia, by zmusić czytelnika do ich zapamiętania jeśli nie przez wiarę w jej rację, to choćby przez odpowiednie powracanie do tego. Lektura jest angażująca, a jednak nie da się tej książki pochłonąć na raz. To fenomenalna rzecz dla osób bardzo zainteresowanych albo Meksykiem, albo podróżami w ogóle - przede wszystkim jednak dla miłośników szerszego aspektu kulturowego danego miejsca i przekroju niż historii pojedynczych i intymnych.

Warto sięgnąć
Pejzaż bez kolców to rzeczywiście obraz namalowany z namysłem i odgórnym planem. Nie jest bezstronny, bo taki być nie miał. Malarz sam wybiera, w jakiej tonacji stworzy swoją kompozycję, decyduje się na odpowiadające mu nasłonecznienie. Sylwia Mróz wybrała pełnię lata i zaprasza czytelnika do tego, by... zapomniał się w Meksyku. Czy jednak samo zaproszenie wystarcza? Merytorycznie książka jest na wysokim poziomie, emocjonalnie trochę mniej. Nie zachwyciła mnie, nie wciągnęła - ale dla podróżników i dociekliwych stanowi na pewno pozycję must read.


KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI WYDAWNICTWU MUZA
Więcej o książce na stronie muza.com.pl

1 komentarz:

  1. Dla mnie Meksyk jest postrzegany przez pryzmat kolorów. Wielu, żywych kolorów. I szkoda że w tej książce zabrakło tego haczyka, który skusiłby Ciebie czy mnie do spakowania plecaka i wyjazdu do Meksyku.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...