środa, 22 lutego 2017

ROK KRÓLIKA, Joanna Bator







Data wydania: grudzień 2016
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 480

Dwa słowa: po co?







Otwierałam tę książkę z ogromną ciekawością, zafascynowana tytułem oraz opisem. Nie miałam wcześniej styczności z autorką, chociaż jeszcze w czasie studiów słyszałam o niej wiele dobrego w kontekście Ciemno, prawie noc. Jarałam się, przyznaję. Liczyłam na smaczną rozrywkę.

O czym – w teorii
Julia Mrok to autorka bestsellerowych romansów historycznych. W życiu dąży do spełnienia – seksualnego, a także związanego z opowiadaniem i słuchaniem historii. W wyniku swojego ekscentryzmu i egoistycznych zachowań musi zniknąć – zmienia tożsamość i wygląd, opuszcza kochanków. Wyjeżdża do Ząbkowic Śląskich, znanego kiedyś jako Frankenstein. Tutaj zatrzymuje się w jednym z hoteli i szybko odgrywa pełen grozy nastrój oraz mroczną tajemnicę wiążącą się z miejscem.

Moje wrażenie
Zgubiłam się. Ze wściekłą, soczystą pewnością siebie sięgnęłam po tę książkę, zaczęłam ją czytać – i pogubiłam się tak tragicznie, że nie dotarłam do końca. Mam wrażenie, że mogłam otworzyć tę książkę gdziekolwiek, a moje rozumienie byłoby dokładnie takie samo, jak w przypadku czytania od początku. Chodzi o rozwój bohaterki? O opowieść dla samej opowieści? Rok królika składa się z nieskończonej, zbitej narracji, ze skojarzeń, z dziwacznych metafor, wyimaginowanych wizji i interpretacji głównej bohaterki. Ze wszystkiego. A to jednak trochę za dużo.

O czym – w praktyce
Nie jestem już pewna, czym Rok królika właściwie jest, w jakim nazewnictwie mam go umieszczać i jak rozpatrywać. Moim zdaniem brakuje tej powieści dowcipnej lekkości, dzięki której przepływałoby się lekko z rytmem narracji lub jakiegoś pazura, który wyostrzałby chaos. Gonitwa za zmyślonymi historyjkami mnie nie przekonuje, podobnie jak figura głównej bohaterki, świat ją otaczający, w końcu humor, problem kryminalny. Jasne, powieść miała być zbudowana jak tabloid, zbita, składająca się z masy. I takie interpretacje tej książki przejrzałam – analizujące ją jako tą, która podejmuje tematy znane z popkultury oraz powszechne formy przedstawiania trendowych historii. Ja tego nie kupuję.

Krótko? Mam dość
Ta książka sprawiła mi ogromną trudność. Największy mój zarzut – chaos. Brakowało mi jakichś ram, w które byłby zamknięty. Brakowało mi jasno wyznaczonej ścieżki. Jest to dla mnie zbita masa, która atakuje czytelnika harmidrem i nieprzyjemnym, zwielokrotnionym głosem postaci, które nic nie wnoszą, oraz przemyśleń bohaterki, które niewiele dają. Książka nie była ani zabawna, ani pouczająca, ani poruszająca. Ja przez tę nijakość przechodziłam jak przez trudną miazgę. Owszem, Rok królika dało się czytać – ale dość prędko zaczęłam się zastanawiać, po co właściwie to robię? Nie potrafiłam udzielić samej sobie odpowiedzi.

To było męczące spotkanie. Długie. Bardzo rozczarowujące. Z tego żalu nie zdążyłam nawet zrobić książce zdjęcia przed posłaniem jej dalej. Jest to jedna z pozycji, o których istnieniu po prostu zapomnę. 
 

http://matras.pl

KSIĄŻKĘ PRZECZYTAŁAM DZIĘKI KSIĘGARNI MATRAS
Więcej o książce na stronie matras.pl

4 komentarze:

  1. "Ciemno, prawie noc" zauroczyło mnie, ale po "Rok królika" nie sięgnę na pewno. Twoja opinia jest kolejną niepochlebną, co utwierdza mnie w przekonaniu, że owa historia nie skradnie mojego serca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mimo wszystko sięgnę po "Ciemno, prawie noc", bo przeczuwam, że to będzie książka dla mnie.

      Usuń
  2. Też się strasznie zawiodłam na tej pozycji. Pornografia i grafomania. Obym nigdy nie więcej nie natknęła się na tak słabą książkę :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam, ale trochę się rozczarowałam. Może muszę przeczytać jeszcze raz, żeby do mnie "dotarła"? :)


    http://przykawiepisane.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...