czwartek, 13 kwietnia 2017

ZJAWA, Michael Punke

czyli książka, która narobiła mi apetytu na czytanie,
a przy okazji nieźle mnie wkurwiła














The Revenant - wyd. oryginalne 2002 - wyd. polskie 2016 - tłum. Przemysław Hejmej - Sonia Draga - 296 stron

dwa słowa: mój boże!


Był sobie film…
Jakim cudem takie emocje? Znałam przecież już wcześniej tę historię, więc pewne rzeczy powinnam kojarzyć, prawda? Powinnam wiedzieć, do czego mnie to zaprowadzi, co się ze mną stanie. Właśnie, że nie! A wszystko przez pewien przypadek. Dwa razy w życiu zdarzyło mi się oglądać długi i (w mojej opinii) nużący film, męczyć się z nim, wiercić, spinać – wszystko po to, by nie wytrzymać i ostatnie minuty przespać. Stracić clue. Pierwszy - Porwanie Michela Houellebecqa. Drugi – Zjawa. Jak się skończyła? Zabijcie, ale nie wiem! Może gdybym pamiętała, odbiór książki byłby inny?

Jeśli ktoś nie jest na czasie – to właśnie za Zjawę w reżyserii Iñárritu Leonardo DiCaprio otrzymał Oscara, a film został doceniony m.in. za wykorzystanie naturalnych scenerii (trudne warunki, mało światła – naprawdę było przy tym roboty!) oraz niezwykłą troskę o realistyczne przedstawienie Indian. Wracając jednak do książki – oparta została na prawdziwych wydarzeniach. Jeśli jeszcze nie macie dreszczy, czytajcie dalej: traper Hugh Glass, członek wyprawy w poszukiwaniu cennych skór, został zaatakowany przez niedźwiedzia; niemal doszczętnie oskalpowany, z rozharatanym gardłem i poszarpanym ciałem jest półżywy, półświadomy – a jednak w swoim tragicznym stanie widzi jak jego współtowarzysze porzucają go na pastwę losu, kradnąc jednocześnie wszystko, co mogłoby dać mu jakiekolwiek szanse na przetrwanie. Rozumiecie już, dlaczego książka ta jest opowieścią o zemście?

…więc w końcu sięgnęłam po książkę
Sięgałam po nią bardzo długo, od samego zakupu kilka miesięcy temu, ale nigdy wcześniej nie trafiła bliżej niż na biały stoliczek LACK, który jest niejaką poczekalnią w drodze do mej uwagi. Ale w końcu pojawiło się odpowiednie miejsce i odpowiedni czas, jakaś podróż pociągiem czy kolejka – zaczęłam czytać. Przepadłam. A może zdarzyło się ze mną coś więcej? Na wpół zapomniane obrazy z filmowej Zjawy zaczęłam nakładać własne, bardziej wyraźne, a fabuła tak jednostajna na ekranie stała się czymś żywym, obecnym. Wczepiła we mnie pazury i naderwała mi sporo mięśni.

Gdyby istniał mięsień współczucia, na pewno by oberwał. Mam zresztą wrażenie, że powieść ta w jakiś sposób upośledza człowieka. Jak? Czytałam ją z ogromnym napięciem – ale nie dopingowałam żadnemu bohaterowi; wstrzymywałam oddech, czytając opisy ran – ale w mojej głowie równie lekko pojawiały się wizje krajobrazów; wyczekiwałam kolejnych starań – ale nie podziwiałam ani zmyślności postaci, ani ironii losu.

Co więc dzieje się z czytelnikiem? Wydaje mi się, że już od pierwszych stron dokładnie wie, gdzie się znalazł – oto rysuje się przed nim jakaś przeokrutna dzicz i choć włazi w nią całym sobą, jednocześnie przez cały czas czuje komfort bezpiecznego domu, wygodnych bucików na nóżkach i smarfona przy tyłku. To dobra perspektywa, gdy czyta się o mężczyźnie wleczonym, czołgającym się, kulejącym; mężczyźnie, który doświadczył wszystkich aspektów okrucieństwa dziewiczej Ameryki; mężczyźnie przerażonym, wkurwionym, znajdującym się na skraju wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Miałam rozdwojenie, przyznaję, jednocześnie czerpiąc ogromną satysfakcję z jego nieszczęścia – i zastanawiając się, czy to nie za dużo, nie za wiele na jednego bohatera?

Ale Zjawa to więcej niż Hugh Glass. Poznajemy innych, bardziej i mniej istotnych w jego historii – dowiadujemy się, kim byli wcześniej, przed podjęciem niewdzięcznej wyprawy. Nie wszyscy są występni, twardzi; nie każdy z nich świadomie zdecydował się na tę podróż. Będzie to więc, oczywiście, książka o zemście – ale nie tylko. Moim zdaniem to powieść o tym, jak skomplikowana jest ludzka natura. Brzmi banalnie? W jakiś dziwaczny sposób wydaje mi się, że w Zjawie ważniejszy jest Fitzgerald, bohater, który porzucił Glassa na pastwę. Bo Glass ze swoją walką o przerwanie, determinacją i przekonaniem o własnej racji staje się herosem, którego podziwiać należy – wstyd nie. Tymczasem Fitzgeralda z jego niehonorowym zachowaniem łatwiej… zrozumieć.

A na koniec – k**wa, serio?
Jeśli miałabym wskazać najbardziej frustrującą lekturę mojego życia, numerem jeden będzie gombrowiczowskie Ferdydurke, numerem dwa - Stary człowiek i morze, a zaszczytne trzecie miejsce zajmie Zjawa. Ta książka chwyta za gardło, za serce, za wątrobę - porywa w szaloną podróż do przeszłości, na dzikie tereny, gdzie uciekałam razem z bohaterami przed Indianami, gdzie drżałam razem z nimi z chłodu i gdzie wpatrywałam się wspólnie z nimi w twarze współtowarzyszów, zastanawiając się, jakie zdarzenia zmusiły ich do tej pracy. Śledziłam uważnie każdą pokonaną przez nich milę. Ból Glassa był moim bólem. Wątpliwości pozostałych traperów - moimi. Dałam się zbajerować tej powieści, utonęłam w niej...

Zakończenie zostawiło mnie z bólem głowy i rosnącą zgagą w przełyku. Na książkowych bogów, kocham tę książkę i nienawidzę jej jednocześnie równie bardzo. Polecam? Polecam! I chyba dopiero teraz jestem gotowa na film.

1 komentarz:

  1. Widziałam film i było mi momentami naprawdę szkoda Leo :) mam nadzieję, że znajdę też czas na książkę - zachęciłaś mnie.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...